Amerykański „kapitalizm”

Drukuj

corpo

Szaleństwo nowych przepisów, jakie od pięciu lat wprowadza administracja prezydenta Obamy, pobiło rekord w historii USA — ponad 2 tysiące tylko w ubiegłym roku. Więcej przepisów jest w drodze, a wobec zapowiedzi prezydenta iż w przypadku opozycji Kongresu będzie wprowadzał przepisy dekretami, jego prezydentura zapisze się jako ta, która spętała wolność amerykańskiej gospodarki.

Dla Amerykanów, mocno przywiązanych do wolności i bardzo nie lubiących federalnego rządu, nic nie powoduje takiej awersji, jak mnożenie biurokracji. Amerykanie zwykli czerpać poczucie dumy z tego, że biznes i innowacyjność kwitły przy minimum regulacji, dając gospodarce amerykańskiej przewagę nad resztą świata.

Dziś amerykańscy podatnicy muszą płacić rekordowe kwoty za nowe federalne przepisy: rocznie przynajmniej 73 miliardy dolarów (to koszty administracyjne tworzenia i wdrażania nowych przepisów). To ponad trzykrotnie więcej niż analogiczne koszty nowych regulacji z czasów George’a W. Busha (22 miliardy dol. rocznie). Wielkości te pochodzą od agencji oceniających nowe przepisy, nie uwzględniają jednak wszystkich kosztów albowiem proces oceny nowych przepisów jest głęboko niedoskonały.

(…)

2185 przepisów w 2013

Czyli blisko 6 przepisów dziennie, lub 8,5 biorąc pod uwagę tylko dni robocze.

Federal Register, czyli biuletyn rządu USA publikujący w szczegółach nowe przepisy i regulacje liczył w ubiegłym roku rekordowo 78 tysięcy stron, przez które nie sposób się przedrzeć bez ugrzęźnięcia.

(…)

Według danych GAO, w tzw. prezydenckim roku 2013 (liczony od daty inauguracji prezydentury, a więc zawsze od 21 stycznia do 20 stycznia roku następnego) agencje federalne wprowadziły 2 tysiące 185 nowych przepisów i regulacji.

Dla jaśniejszego obrazu eksperci biorą zazwyczaj pod uwagę jedynie tzw. duże przepisy (major regulation). Zgodnie z definicją ustawy Congressional Review Act z 1996 roku są to takie przepisy i regulacje, których wpływ na gospodarkę albo jest większy niż 100 milionów dolarów rocznie, albo one podnoszą drastycznie koszty i ceny dla konsumentów, przemysłu, państwa, lokalnych władz czy geograficznych regionów, albo zmieniają drastycznie warunki konkurencyjności, zatrudnienia, inwestycji, produkcji czy innowacyjności amerykańskich firm operujących na rynkach krajowym i zagranicznych.

Tego rodzaju „dużych” przepisów rządy prezydenta Obamy wprowadziły przez ostatnie pięć lat 157 (przy 62 takich regulacjach wydanych przez rząd George’a Busha w identycznym czasie pierwszych pięciu lat rządów). Większość to przepisy nakazowe, zwiększające obciążenia dla prywatnego sektora; tylko 15 z całej liczby 157 zmniejsza obciążenia. Do końca prezydentury Obamy zostały 3 lata i rząd zapowiedział już kolejne 125 „dużych” regulacji. W sumie zatem, na koniec dwóch kadencji Baracka Obamy, amerykańska biurokracja ma szansę, iż będzie rozdęta o 282 nowe, duże, czyli zmieniające gospodarkę przepisy.

(…)

OIRA audytuje jedynie duże przepisy ale wobec ich mnogości biuro jest niewydolne: zatrudnia 50 osób, agencje, które sprawdza natomiast — 282 tysięcy pracowników. Ta proporcja, 1:5600, powoduje iż regulacje oczekują co najmniej 90 dni na zaopiniowanie, co jest niezgodne z przepisami dotyczącymi opiniowania.

(…)

Choć zazwyczaj najwięcej przepisów wydaje Agencja Ochrony Środowiska (w czasie pierwszej kadencji Obamy wydała 21 dużych regulacji o rocznym koszcie 37,8 miliarda dolarów) większość nowych przepisów jest jednak konsekwencją dwóch ustaw: Ustawy o Ochronie Pacjenta i Przystępnej Opiece powszechnie zwanej Obamacare, i Ustawy o Reformie Wall Street i Ochronie Konsumenta, zwanej ustawą Dodda-Franka. Obie przyjęte były przez Kongres jako ramy wielkich reform, zostawiając szczegóły do opracowania ekspertom. Szczegóły mnożą bezpośrednie i pośrednie koszty jak na przykład hamowanie biznesu.

— Obserwatorfinansowy.pl

Czytaj również