Sprawiedliwość

Drukuj

Anthony de Jasay

Ludzie najczęściej mają moralne intuicje, co jest sprawiedliwe, i skłonni są akceptować określone typy aktów i faktów jak dopuszczalne, podczas gdy inne uważają za niedopuszczalne. Niemniej ani intuicje, anie skłonności nie konstytuują sprawiedliwości, niewykluczone natomiast, że jest przeciwnie: to ona je konstytuuje.

Kiedy ludzie wybierają sposób działania, typ zachowania czy strategię najlepszych odpowiedzi na alternatywne strategie innych osób, muszą nimi sterować efektywne zakazy i nakazy, które mówią im, czego im nie wolno lub – rzadziej – co muszą robić. Owe efektywnie chronione restrykcje pozostawiają obszar działań – normalnie znacznie obszerniejszy od sumy obszarów wyznaczonych przez jednoznaczne zakazy i nakazy – które można podejmować. Obszar ten to rzecz jasna sfera faktycznej swobody. Funkcją pojęcia sprawiedliwości jest ni mniej, ni więcej, jak tylko wyjaśnienie, skąd biorą się owe restrykcje i czemu służą. Wyjaśnienie takie ma pokazać, w jakim sensie owe restrykcje są sprawiedliwe.

Restrykcje takie mogą być rozmyślnie ustanawiane lub też mogą się rodzić spontanicznie. Po prostu dla ustalenia uwagi zapowiem, że pierwsze będę nazywał normami, drugie – regułami.

Norma jest z rozmysłem tworzona przez ustawodawcę, sędziego, który rozstrzyga sprawę i tworzy w ten sposób precedens, sędziego, który szuka precedensu w decyzjach poprzedników, posła głosującego za ustawą, króla wydającego dekret, czy najwyższego kapłana, który interpretuje boskie objawienie. Każdy z tych prawodawców ma władzę stanowienia norm, ale ta skąd się bierze? Może pochodzić od jakieś władzy wyższej i potężniejszej, ale to samo pytanie można powtórzyć względem niej i każdej innej, która mogłoby się pojawić jako nad nią górująca. W alternatywnym rozwiązaniu władza konstytuuje się sama na podobieństwo liny hinduskiego fakira, aczkolwiek nie jest wariant nazbyt przekonujący. I wreszcie prawodawca może swą konieczną władzę wywodzić z mandatu udzielonego raz na zawsze czy też wielokrotnie ponawianego przez tych wszystkich, którzy mają podlegać ustanowionym normom. Teorie polityczne preferują jako standardowe to ostatnie rozwiązanie, a więc: umowę społeczną. Chociaż łatwa retoryka tej hipotezy jest pociągająca, to przecież bardzo poważnie – jeśli nie śmiertelnie – naruszają ją krytyczne zarzuty, które podważają możliwą ważność, a nawet sensowność hipotetycznej jednozgodnej umowy pomiędzy hipotetycznymi osobami w hipotetycznych okolicznościach. Rzeczywista demokracja, gdzie większość implicite akceptuje obowiązuje normy, nie jest najlepszym substytutem owej hipotetycznej sytuacji już chociażby dlatego, że jeśli tylko są normy nie akceptowane przez mniejszość, otrzymujemy obraz daleko odbiegający od tego, czego sprawiedliwość domagałby się od ustroju, w którym władza ma swe uprawnienie czerpać ze wspólnej zgody.

W przeciwieństwie do stanowionych norm, których podstawy obowiązywanie są zawsze hipotetyczne, wątpliwe logicznie i nie dają się wykazać, powstające spontanicznie reguły mają znacznie większą siłę, gdyż w związku z nimi nie pojawiają się problemy prawomocności. Reguły to konwencje powszechnie akceptowane przez zbiorowość, w której żaden członek nie może racjonalnie chcieć, aby inni członkowie ich nie przestrzegali (z normami stanowionymi rzecz ma się inaczej, gdyż w przypadku obywatelskiego nieposłuszeństwa czy strajku podatników ci, którzy występują przeciw normie, chcieliby tego również od innych).

Każda konwencja to zapewniające równowagę rozwiązanie w „grze” skoordynowanych poczynań, której każdy uczestnik wybiera zachowanie najlepsze dla niego, jeśli pozostali gracze wybiorą zachowanie najkorzystniejsze dla nich.

Oto schematyczny obraz, jak taka reguła może powstawać. Przeciwległe skraje głuszy zamieszkują dwa nie utrzymujące kontaktów plemiona, których członkowie często wyprawiają się na łowy czy grzybobranie. Jeśli się spotykają, usiłują zabić jeden drugiego, aby usunąć konkurencję, obchodzą się szerokim łukiem albo podchodzą do siebie z podniesionymi rękami i uspokajającymi uśmiechami. Pierwsze dwa rozwiązania przynoszą gorsze, marne rodzaje równowagi. Aby zaryzykować trzecie, ten, który je podejmuje, ryzykuje, iż drugi nie uwierzy w jego uśmiech i go zabije, jeśli jednak wszystko potoczy się zgodnie z oczekiwaniem, wieść o tym może się rozjeść i więcej osób będzie próbować pokojowego rozwiązania, nie chcąc ryzykować wrogiego starcia, w którym zawsze na dwoje babka wróżyła. Jeśli zasada pokojowych spotkań się przyjmie, oba plemiona wyniosą z tego korzyści w postaci handlu i egzogamii. W ten sposób utrwali się z konwencji wyrastająca zasada „nie zabijaj obcego, który zachowuje się pokojowo”. Wszyscy będą zainteresowani w tym, aby nikt jej nie gwałcił, dlatego też koszt kary, którą trzeba będzie nałożyć na kogoś, kto ją naruszy, zostanie zrównoważony przez zyski czy też nieponiesione straty.

Niebagatelne komplikacje pojawiają się z konwencjami, przy których mamy do czynienia z zawiłą strukturą motywacji, na przykład wtedy, gdy złamanie reguły bardziej się opłaca od posłuszeństwa, jeśli wszyscy inni jej przestrzegają, albo gdy posłuszeństwo opłaca się tylko wtedy, gdy wszyscy inni go dotrzymują. Problemem może też być pokusa „jazdy na gapę” wtedy, gdy koszta kary za pogwałcenie reguły ponoszą wszyscy (co jest wersją dylematu dóbr publicznych). Jakiekolwiek jednak trzeba byłoby rozwiązać problemy, widać zupełnie wyraźnie, że istotne konwencje faktycznie pojawiły się i zakorzeniły w każdej cywilizacji mniej więcej w tej samej formie. Większość z nich wytrwała w konkurencji ze stanowionymi przez państwo normami prawnymi, które szeroko je wykorzystywały jako podstawę dla bardziej zawiłych (a także, jak będę dowodził, gorzej uwiarygodnionych, a często mniej bezstronnych i sprawiedliwych) struktur prawnych. Konwencje takie mają rangę uniwersalnych reguł zachowania. W przeciwieństwie do prawa naturalnego czy moralności są to dające się wykazać fakty historyczne i antropologiczne; możemy powiedzieć, skąd się wzięły i dlaczego mają taką a nie inną postać.

Reguły zachowania to przede wszystkim reguły antydeliktowe: chronią osoby, własność, pokojowe działania, a także wiążącą naturę wzajemnych obietnic (umów). Czynią to, zakazując szkód cielesnych, przemocy lub jej groźby (z wyjątkiem przypadków, gdy chodzi o ochronę samych reguł), kradzieży, rabunku, oszustwa, uzurpacji i niewywiązywania się z przyrzeczeń. Chronią pokojowe działania, zabraniając zachowań, które będą ich istotnym zakłóceniem. Chociaż nie ma więc reguły głoszącej swobodę wypowiedzi, to wszystkie działania, które ją ograniczają – kneblowanie, zastraszanie, blokowanie swobody nabycia gazet czy wykorzystywania fal radiowych – będą zakazane przez reguły.

Mniej istotne i mniej uniwersalne reguły dotyczą dokuczliwości i nieoględności. Głośne skargi na zanieczyszczanie środowiska i hałas pojawiły się stosunkowo niedawno, długo potem, gdy standardem stało się oczekiwanie, iż to zadaniem państwa jest przeciwdziałanie wszelkim bolączkom, które to oczekiwanie ochoczo wspierało samo państwo. Dlatego też spontaniczność konwencji skierowanych przeciw dokuczliwości i nieoględności była o wiele mniejsza niż tych, które wiązały się z osobistym bezpieczeństwem, własnością czy dotrzymywaniem umów, te bowiem pochodzą z czasów, gdy poczynania państwowe były o wiele mniej wszechobecne. Jeśli o czymkolwiek to świadczy, to z pewnością o skuteczności, z jaką państwo szerzy przekonanie o swym monopolu na stanowienie prawa i prowadzenie polityki.

Przypadek skoordynowanych działań, które są bez reszty oparte na regułach powstających mocą konwencji, nazwę sytuacją doskonałej sprawiedliwości. Jest doskonała w tym przynajmniej sensie, że wszystkie reguły są przyjmowane dobrowolnie. Żadna nie jest narzucona przez jakąś władzę, która musiałaby dopiero wykazywać swą legitymizację, która nigdy nie będzie oczywista sama przez się i dlatego niekwestionowalna.

– Anthony de JasayAnaliza fundamentów liberalizmu, [w: Leszek BalcerowiczOdkrywając Wolność. Przeciw zniewoleniu umysłów]

Czytaj również
  • kapitalny

    Jestem pod wrażeniem twórczości de Jasaya, dzięki za przybliżenie mi tej postaci. Jest on świetnym obserwatorem i myślicielem.
    „Niebagatelne komplikacje pojawiają się z konwencjami, przy których mamy do czynienia z zawiłą strukturą motywacji, na przykład wtedy, gdy złamanie reguły bardziej się opłaca od posłuszeństwa, jeśli wszyscy inni jej przestrzegają, albo gdy posłuszeństwo opłaca się tylko wtedy, gdy wszyscy inni go dotrzymują.” – mamy tu do czynienia z problemem strategii ewolucyjnie stabilnych (rozwijanych pierwotnie w odniesieniu do genów, ale mających analogiczne zastosowanie w memetyce). Zacytowane reguły są przykładem strategii niestabilnych, dobór naturalny sprawia, że takie reguły zostają eliminowane lub są przekształcane. To tak w ramach uzupełnienia.

  • Pingback: Prawo naturalne a prawo konwencjonalne | Tomasz Kłosiński()