Anthony de Jasay o zasadzie poddaństwa

Drukuj

jasay

„Król wyraził swoją wolę, a jego wola powinna być przestrzegana przez wszystkich” — ta fraza to przykład zasady poddaństwa. Tak jak zasady, które wymagały od obywatela Wenecji, aby był posłuszny signorii, która oddała władzę tworzenia praw większości w ciele ustawodawczym, a władzę wybierania legislatorów dała większości głosujących. Druga zasada jest bardziej „demokratyczna” niż pierwsza, ale obie dzielą tę samą zasadniczą cechę: obowiązek wszystkich w społeczności do poddania się decyzjom tylko niektórych jej członków. Co więcej, każda taka zasada nakłada zobowiązanie poddania się decyzjom podejmowanym przez pewne osoby pewnymi sposobami, zanim dowiedzą się, jakie te decyzje właściwie będą.

Można znaleźć względy praktyczne, dlaczego tak musi być, jeśli rząd chce robić swoje. Powody mogą być dobre, ale zasada, którą władza chce się posłużyć, nie jest przez to mniej oburzająca. Poddaństwo może być moralnie akceptowalne, jeśli jest dobrowolne, a dobrowolne poddanie się przez racjonalne jednostki jest możliwe w poszczególnych przypadkach, w zależności od zasadności poszczególnych warunków. Jednakże jako powszechną zasadę, przypominającą podpisywanie czeku in blanco, trudno ją nazwać dobrowolną czy racjonalną. Jeśli powszechna zasada poddaństwa jest konieczna do rządzenia — a może tak być — wtedy legitymacja rządu — każdego typu rządu — okazuje się moralnie nie do obrony.

Czy to oznacza, że ściśli liberałowie nie mogą lojalnie zaakceptować rządu swojego kraju jako prawowitego i w rezultacie orędują za anarchią? Logicznie odpowiedzią na obydwa pytania musi być „tak”, ale jest to „tak”, którego praktyczne konsekwencje muszą być ograniczone przez realia naszych warunków społecznych.

— Anthony de Jasay, Liberalizm – luźny czy ścisły

Czytaj również