Anthony de Jasay w polskich mediach

Drukuj

Jasay

Odkąd zacząłem tłumaczyć i rozpowszechniać teksty Anthonego de Jasaya w polskim Internecie, nazwisko tego autora coraz częściej pojawia się zarówno w blogowych, forumowych i facebookowych debatach, jak i w mediach. Pierwszy raz o filozofie przeczytałem na Library of Economics and Liberty, (o samym econlib’ie dowiedziałem się z bloga prof. Krzysztofa Rybińskiego), gdzie autor „The State” prowadzi rubrykę z comiesięcznym felietonem zatytułowaną „Reflections from Europe”. W polskich wydawnictwach jego nazwisko przewinęło się w pewnym felietonie Macieja Rybińskiego, którego tytułu nie potrafię sobie przypomnieć.

Wielkie dzieło popularyzacji filozofii politycznej de Jasaya dokonał Leszek Balcerowicz, zamieszczając dwa jego teksty: „Analiza fundamentów liberalizmu” oraz „Rozważania nad sprawiedliwością społeczną” (obydwa  w tłumaczeniu Jerzego Łozińskiego), w książce z wyborem tekstów klasyków („klasycznego”) liberalizmu pt. „Odkrywając wolność”. Przesłanka wolności – idea Anthonego de Jasaya – zdecydowanie zrobiła największe wrażenie na profesorze, gdyż to własnie o niej wspomina we wstępie do tej wspaniałej książki. Szkoda, że profesor nie zwrócił uwagę na inną bardzo istotną cechę twórczości de Jasaya – mianowicie, na jego teorię państwa (ściślej: teorię wyboru kolektywnego).

Często odwiedzam portal Narodowego Banku Polskiego Obserwatorfinansowy.pl i zawszę z chęcią pochłaniam komentarze i przeglądy prasy Piotra Aleksandrowicza (jak i jego bloga na tocowazne.pl), ale mojej uwadze umknęło polecenie przez niego tekstu, który tłumaczyłem dla Instytutu Misesa już jakiś czas temu. Strasznie się cieszę, że efekty mojej krucjaty o logikę w debacie publicznej, przedostają się do mediów głównego nurtu. Pan Aleksandrowicz w swoim przeglądzie prasy, pisze tak:

„A na deser do lektury w długi weekend Anthony de Jasay, niefinansowy, ale ważny tekst, bo o systemie prawa, który wpływa przecież na gospodarkę, finanse etc. zatytułowany „O monopolu egzekwowania reguł”.

To esej o tym jak monopol państwa na usługi policyjne i wymiar sprawiedliwości prowadzi do ich nieefektywności i nieskuteczności, kary nie są nakładane szybko i sprawnie, więc nie mają efektu odstraszającego, a w obawie przed pomyłką sądową wszystkie wątpliwości rozstrzygane są na korzyść podejrzanych czy oskarżonych. W efekcie spowolnienie procedur i słabość kar zachęca lub nie odstrasza od popełniania przestępstw. I w ten sposób dbając o to, by nie skrzywdzić nikogo, wymiar sprawiedliwości tworzy nowe ofiary wśród niewinnych. Utwór jest zresztą znacznie, znacznie głębszy niż streszczenie w 3 zdaniach.

A skojarzył się nam, bo akurat w ostatni weekend kolejny kompletnie pijany kierowca zabił dwie dziewczynki i uciekł z miejsca wypadku. Tymczasem w klarownej sprawie zabójstwa 6 osób w Kamieniu Pomorskim w styczniu br., też przez pijanego kierowcę, śledztwo potrwa jeszcze do lipca, zamówiono ekspertyzy biegłych itd. Również dopiero do połowy roku powstanie rządowy projekt zmian nakładających ostrzejsze kary na kierowców, bo jest w konsultacjach, natomiast dwa poselskie są niemrawo procedowane w Sejmie. A teraz mając to w pamięci należy przeczytać de Jasaya.”

(Przy okazji pochwalę się, że Pan Aleksandrowicz przytoczył mój cytat w komentarzu dla ekonomia.rp.pl dotyczącym tekstu Rafała Rudkowskiego z IM o demokracji. Miło.  :-))

De Jasaya przytoczył również ostatni „neoliberał” Gazety Wyborczej, Witold Gadomski:

„Skoncentrowanie się na rynku naraża liberałów na zarzut, że redukują relacje zachodzące w społeczeństwie do transakcji kupna-sprzedaży, a tym samym lekceważą czynniki wspólnotowe. Liberalny kapitalizm prowadzi więc – zdaniem jego krytyków – do atomizacji społeczeństwa. Z argumentami tymi rozprawia się Anthony de Jasay, ekonomista i filozof pochodzenia węgierskiego. W pracy „Justice and Its Surroundings” pokazuje, jak mechanizm rynkowy wytwarza „spontaniczny porządek” poprzez nagradzanie zachowań prospołecznych i karanie zachowań niezgodnych z interesem społecznym. Dopiero rozrost państwa, podatków i redystrybucji dochodów prowadzi do zachowań patologicznych – życia na koszt innych, nacisku różnych grup interesu itd.”

W negatywnym kontekście, również na Wyborczej, de Jasaya przytacza socjaldemokrata podający się za liberała, prof. Andrzej Walicki, w recenzji „Odkrywając wolność”:

„Zaletą tej książki jest zadanie śmiertelnego ciosu popularnemu u nas eklektyzmowi łudzącemu się możliwością pogodzenia neoliberalizmu z liberalną demokracją. Nie ma w niej tekstów najbardziej wpływowych i reprezentatywnych przedstawicieli nowoczesnego liberalizmu społeczno-politycznego (jak np. John Rawls), nie ma wypowiedzi wielkich twórców liberalnego państwa opiekuńczego. Starannie wyeliminowano argumentację dowodzącą, że demontowane dziś państwo opiekuńcze było tworem liberałów właśnie, a nie socjaldemokratów nazbyt długo podzielających przekonanie Marksa o rzekomej niereformowalności gospodarki rynkowej. Akcentowane są natomiast wypowiedzi ekstremistów dowodzących, że liberalna demokracja jest definicyjną sprzecznością, albo bowiem własność prywatna jest prawem najwyższym, albo władza ludu (Anthony de Jasay, 2010).”

De Jasaya wspomina również prof. Andrzej K. Koźmiński w artykule o „państwie długobytu”:

„Klasyk myśli liberalnej, uciekinier z komunistycznych Węgier, filozof i ekonomista Anthony de Jasay określił państwo realizujące takie zasady mianem „państwa przemiałowego” (churning state). Według niego procesy transferowe polegające na opodatkowywaniu jednych i dotowaniu innych dokonują się na drodze intensywnych przetargów politycznych, lobbingu, akcji protestacyjnych itp. W rezultacie grupy o większej sile przetargowej skuteczniej bronią swoich interesów i więcej zyskują, a inne, słabsze – tracą. Po pewnym czasie okazuje się, że podatków nie można podnosić w nieskończoność, a aspiracje konsumpcyjne społeczeństw (zwłaszcza bogatych) rosną szybciej niż dochód narodowy i wydajność pracy.”

O de Jasay’u wspomina bezprecedensowy artykuł zdeklarowanego „anarchokapitalisty” i rothbardysty Gerarda Casey’a pt. „Świat bez państwa” na łamach portalu internetowego rzepy:

„Współczesna teoria i praktyka polityczna zdominowana jest właśnie przez mit państwa. Pisząc „mit”, mam na myśli fundamentalną narrację, nadającą sens naszemu codziennemu życiu, naszym wierzeniom i praktykom społecznym. Osobliwą właściwością mitów jest to, że nie mogą one zostać podważone od wewnątrz, bo dla ludzi wyznających oparte na nich doktryny, ich fałsz jest dosłownie nie do pomyślenia. Jeśli zapytalibyśmy wybitnego  XVIII-wiecznego filozofa Davida Hume’a, skąd tak w ogóle wzięły się rządy, odpowiedziałby, że każdy rząd, wywodzi się uzurpacji i podbojów, bez żadnego przyzwolenia na nie ze strony rządzonych. Charles Tilly, wybitny historyk, podobnie zatytułował swój kultowy artykuł z 1985 r.: „War Making and State Making as Organized Crime”. Zauważa to także Anthony de Jasay, wybitny węgierski filozof. Twierdzi on, że dzisiejsze rządy są w prostej linii potomkami organizacji opartych na przemocy.”

Słynną metaforę ograniczeń konstytucyjnych jako klucza do pasa cnoty, przywołał Tomasz Gabiś w tekście „Hans-Hermann Hoppe o monarchii, demokracji i ładzie naturalnym” (Pro Fide Rege et Lege, 2005, nr 2-3):

„Zamiast uważać państwo za „konieczne zło”, należy je wreszcie uznać za „zło niekonieczne”. Trzeba porzucić bezpłodne koncepcje „rządu minimalnego” czy „rządu ograniczonego” i daremne próby ich realizacji. „Rząd ograniczony” konstytucyjnie to, zdaniem Hoppego, utopia, zasady ograniczające politykę nie mogą bowiem stać ponad polityką. Wszelkie próby konstytucyjnego ograniczenia państwa są skazane na niepowodzenie, trybunały konstytucyjne i sądy najwyższe są częścią aparatu państwowego, „konstytucja jest jak pas cnoty, do którego pani sama posiada klucz” (Anthony de Jasay).”

Z prac naukowych udało mi się dotrzeć jedynie do pracy Miłowita Kunińskiego pt. „Wyjaśnienie powstawania norm”, w której omawiana jest teoria spontanicznego powstawania norm społecznych Edny Ullmann-Margalit i Anthonego de Jasay. Więcej de Jasaya w polskim Internecie niestety nie znalazłem (muszę się jeszcze wybrać do Biblioteki UW i sprawdzić co tam da się znaleźć), ale bez obaw (albo z obawami, jeśli ktoś ma o de Jasay’u taki pogląd, jak profesor Walicki)… To dopiero początek „ekstremizmów”. Kolejne tłumaczenia już czekają w zamrażarce korekcyjnej Instytutu Misesa. A do następnych już się przymierzam – żeby tylko dobę dało się wydłużyć…

Czytaj również