e-Państwo, biurokracja, demokracja

Drukuj

ministerstwo-zaj

Systemy informatyczne państwa to gorsze narzędzia tyranii niż prześladowania fizyczne. Frustracją próbują nas złamać. Boże, ześlij Pinocheta… Nie wytrzymam z tymi programami…

Ministerstwo „cyfryzacji”. Cizas, k…, ja p…, jak mawiał Adaś Miauczyński. Trochę jak z Orwella, trochę jak z Monty Pythona. Trochę śmiesznie, trochę strasznie… Oto długoterminowe unintended consequences tajności głosowania i powszechnego prawa wyborczego.

Wyobraźcie sobie polityka, który likwiduje biurokrację. Dziesiątki, jeśli nie setki, tysięcy ludzi musi się przekwalifikować, dostosować do nowej rzeczywistości. Ludzie są oburzeni – ich rodziny, znajomi i obcy, którzy z nimi sympatyzują również. Oburzeni są także wszyscy przeciwnicy państwa minimalnego – a tych bynajmniej mało nie jest. Jaki efekt takich działań miałby na sondaże? Zatrważający – przegrana kolejnych wyborów murowana. A nie po to politycy poświęcają życie dla zdobycia władzy, żeby ją z takiego błahego powodu oddać w ręce znienawidzonej opozycji.

Być może liberałowie i przedsiębiorcy zagłosowaliby na takich polityków, ale to za mało, żeby zdobyć i utrzymać władzę. Zresztą racjonalniej jest próbować zdobyć poparcie i jednej i drugiej grupy – przedsiębiorców i liberałów obiecując, że ograniczy się biurokrację, a biurokracji nie obiecując nic, ale dając do zrozumienia, iż nie będzie podejmowało się żadnych radykalnych kroków. Par excellence jest to przykład Donalda Tuska, który miał thatcherowski (ba! nawet radykalniejszy!) program w 2005 r., a po zdobyciu władzy został zwolennikiem „nowego centrum” (jego zmianę poglądów świetnie wyjaśnia także teoria medianowego wyborcy). Demokracja skłania polityków do kupowania głosów, jak największej ilości osób. Urzędnicy, księgowi, prawnicy i inni beneficjenci pogmatwanego prawa i skomplikowanych procedur administracji państwowej, to zbyt istotna część aktywnych wyborców, żeby pominąć ją w kalkulacji politycznej.

Problem jest strukturalny: dla władzy przedsiębiorcy są naturalnym przeciwnikiem, a urzędnicy naturalnym sojusznikiem. Państwo jest antagonistyczne względem kapitalistycznego przedsiębiorstwa. Prywatne wypiera publiczne, publiczne wypiera prywatne. Np. ubezpieczenia – kiedyś istniały prywatne od wszystkich spraw, którymi dzisiaj zajmuje się państwo. Jedno jest konkurencją drugiego, więc zwalczanie kapitalistycznej konkurencji jest dla państwa raison d’être. Kapitalizm ogranicza władzę, blokuje jej możliwości. Realizacja zachcianek i fantazji ludzi u władzy z kolei wymaga rozbudowanej administracji. Poparcie tej klasy społecznej dla polityków stanowi zatem sprawę najwyższej wagi. Ograniczenie administracji dla władzy to piłowanie gałęzi na której się siedzi.

Poza tym czy ktoś widział kogoś, kto chciałby mieć mniejszy wpływ na otaczającą go rzeczywistość? Czy ktoś widział kogokolwiek, kto chciałby raczej mniej niż więcej? Dlaczego więc zakładamy, że państwo może chcieć ograniczyć samo siebie? Skąd wiara demokratycznych liberałów, że politycy będę postępować właściwie, nawet kosztem własnej kariery i własnego interesu? Skąd przekonanie, że politycy będą zakładać sobie kajdanki na ręce? Skąd ta irracjonalna wiara, że rząd sam będzie stawiał sobie bariery? Skąd wiara w cudowną moc ograniczającą konstytucji? Prawda jest taka, że państwo da się ograniczyć tylko i wyłącznie zmuszając je do tego. Demokracja, mówiąc oględnie, temu ograniczeniu nie służy. Przeciwnie. Demokracja uniemożliwia liberalne przemiany. Demokracja zawiesza nas w merytorycznej próżni, sentymentalnym bigosie, interwencjonistycznym chaosie, egalitarystycznym parciu, pełzającym socjalizmie.

PS. „49 mln zł kosztowała budowa portalu internetowego dla bezdomnych i osób szukających pomocy społecznej. Na utrzymanie Emp@tii rocznie będą potrzebne 2 mln złotych – ustalił DGP. Tymczasem przez cztery miesiące skorzystało z niego kilkadziesiąt osób. W tym sam minister pracy i polityki społecznej, który dostał najnowszy model iPada.” (za dziennik.pl)

50 baniek za wdrożenie Liferay’a!? 2 bańki rocznie za utrzymanie!! Kur… To już przestaje być śmieszne. Zaczynam sprowadzać AK-47, żeby zrobić zamach stanu. (Żartowałem – mądrzej jest wyjechać z tego kraju albo przynajmniej założyć spółkę w raju podatkowym.)

Czytaj również