Euro

Drukuj

EBC
Niedawno pisałem o tym, że stworzenie wielkiego, biurokratycznego, scentralizowanego, redystrybucyjnego państwa opiekuńczego obejmującego pół miliarda ludzi, to, delikatnie mówiąc, nie jest najrozsądniejszy pomysł. A wczoraj EBC pokazał nam dowód tego:

Na szczególną uwagę w dzisiejszej decyzji zasługuje obniżenie stopy oprocentowania depozytów poniżej zera. Oznacza to, że banki komercyjne będą musiały płacić za przechowywanie środków na rachunku w EBC. W ten sposób bank centralny chce pobudzić akcję kredytową skierowaną do gospodarstw domowych oraz małych i średnich przedsiębiorstw.”

EBC powiedział bankom w strefie euro: kredytujcie ile tylko możecie! Wzrost inflacji zmniejszy opłacalność oszczędzania, co uderzy w długoterminową akumulację kapitału, a zwiększy opłacalność konsumpcji. Da to taki efekt, jak masowe zakupy przed Świętami Bożego Narodzenia. Keynes uważał, że to „napędzi koniunkturę”, ja uważam, że to napędzi co najwyżej bańki spekulacyjne, a politycy na pasku, których EBC chodzi (ktoś się jeszcze łudzi, że EBC jest niezależny i realizuje swoją ustawową rolę, czyli stabilizacja cen?), nic nie uważają – oni myślą tylko o sobie, a ogłoszenie świąt, zamiast bolesnych strukturalnych reform, czyli cięć i racjonalizacji wydatków państwa, może im ułatwić zachowanie władzy, splendoru i zarobków.

Niemcy nigdy nie chcieli euro. Politycy przyjęli wspólną walutę w zamian za pozwolenie Francji na zjednoczenie Niemiec. Referendum w tej sprawie nigdy nie wchodziło w grę – zresztą u Niemców, podobnie jak u nas, inicjatywa ustawodawcza ludności jest konsekwentnie olewana, a z instytucją referendum klasa polityczna walczy, bo ona godzi w ich żywotne interesy; dzisiejsza demokracja to mechanizm zmiany przez obywateli w regularnych odstępach czasu, osób zasiadających w ostatnich ławach parlamentu. I dobrze Niemcy (Niemcy, w sensie obywatele, a nie ci lekkomyślni ludzie, którzy nimi rządzą) przeczuwali, że nie chcieli euro, bo Bundesbank, ze swoją wzorową polityką monetarną, nigdy by do takiej sytuacji nie dopuścił.

A na deser zostawiam fragmencik tekstu o UE Gerarda Radnitzky’ego:

„Traktat z Maastricht był sztuczką prawników. Jednoznacznie zabraniał „uspołecznienia” długów państwa wewnątrz strefy euro. Ale ten przepis określający zarządzanie walutą został podważony przez wytyczne Europejskiego Banku Centralnego (EBC), które wyraźnie zezwalają Bankowi przyjmowanie nierynkowych papierów wartościowych, takich jak długi państwowe jako zabezpieczenie emisji nowych pieniędzy. Oznaczało to, że bank komercyjny może przedstawić EBC swoje pożyczki względem, powiedzmy, Greckiego państwa i na tej podstawie nabywać świeże euro, jak Josef Schuesslburner zauważył.

Niemiecki rząd starał się uczynić euro łatwiejszym do zaakceptowania przez niechętną ludność twierdząc, iż Europejski Bank Centralny będzie nawet bardziej niezależny niż Bundesbank. Jednakże EBC ma zasadniczą strukturalną i instytucjonalną słabość: nie jest scentralizowanym decydentem, co jest warunkiem sine qua non, aby odnieść sukces w transakcjach walutowych. Zamiast tego EBC jest klubem narodowych banków centralnych z różnymi interesami ekonomicznymi i politycznymi. Przez pierwsze dekady zarządzanie amerykańskim dolarem odbywało się według podobnych zasad – aż doszło do kryzysu. Uprawnienia zostały następnie scentralizowane w rękach Banku Rezerw Federalnych w Nowym Jorku. Jako twierdził Wolfgang Kasper, taka agencja jest niezbędna w szybko zmieniającym się świecie pieniędzy. Alternatywą jest niezdecydowanie, zgniły kompromis i inflacja, jak wskazał Bernard Connolly.

Również twierdzenie, że EBC będzie się składał z odpowiedzialnych, doświadczonych bankierów ulega wątpliwości. Sam Bundesbank podupadł; Karl Otto Pöhl był ostatnim prezesem, który ucieleśniał „ducha Bundesbanku”. Pouczające jest przeczytanie dewastującej krytyki pióra Rolanda Vaubela stanowiska Otmara Issinga, który jest członkiem Zarządu EBC oraz był wczesniej członkiem Zarządu Bundesbanku.

Dlaczego klasa polityczna w Europie pragnie zastąpić narodową autonomię scentralizowaną, wszechogarniającą władzą polityczną, europejskim super-państwem? Ponieważ jej członkowie są odbiorcami rent generowanych przez europejski aktywizm polityczny. Nic dziwnego, że zachowują się jak kapłani nowej religii politycznej, kustosze Świętego Graala „wartości europejskich”: „demokracji i politycznej poprawności. Konformizm dla tej świeckiej religii staje się imperatywem moralnym; heretycy są prześladowani.”

Czytaj również