Gadka z filozofią w tle

Drukuj

Wstęp

Jako że czytałem niedawno Państwo Platona, zainspirowała mnie forma literacka dialogu. Przypadkiem też wydarzało się czas temu jakiś, że z kolegą rozmawiałem przez fejsa (czy innego diabła) na temat swoich tekstów, które opublikowałem na tym blogu. Postanowiłem zebrać argumenty postawione w dyskusji, wyrzucić z nich wszystkie „k…”, „ch…” i „p..”, ubrać to w nieco zgrabniejsze słowa, nadać formę nadającą się do publikacji. Dla podkreślenia argumentu gdzieniegdzie dopisałem cytat, ale zasadnicza treść sporu się nie zmieniła – jej trzon został zachowany. Oto więc moje dzieło na miarę Platona.

Osoby dialogu
Ja – więcej o mnie
Raphael – mój kolega (informatyk, przedsiębiorca, amator-aktor i indywidualista)

Rzecz odbywa się na fejsie.

Księga I

Ja
I co sądzisz?

Raphael
Rozwijaj się! Działaj! Doskonal się! Zbieraj doświadczenia. Wiele osób Cię będzie chciało od tego odwieść, ale nie zważaj na nich. Być może część krytyków będzie miała rację, dlatego emocje na bok. Gniew jest złym doradcą. Odnoś się do krytyki z rzetelnością. Badaj ją sumiennie i z chłodnym umysłem, ale bądź wolny od fiksacji. Nie przejmuj się. Miej dystans zarówno do opinii innych o Tobie jak i do własnego samopostrzegania. I nie zapominaj, że mentalność ludzi się tak łatwo nie zmieni. Zawiść, strach, nienawiść, roszczeniowość, lenistwo i głupota na wieki wieków będą dominującymi składnikami kondycji przeciętnego człowieka. Dlatego „masy” tak łatwo podłapują populistyczne idee. Możesz o tym trąbić i trąbić, ale ludzkiej natury w najbliższym czasie nie zmienisz. Szkoda Twojego czasu, lepiej pójść za radą epikurejczyków. Lepsze wino, kobiety i śpiew. Lepsze własne szczęście, zamiast wyrywanie się z motyką na słońce.

Ja
Ha! Epikurejczyków! Trzeba iść za radą stoików! „Niezdobytą warownię – powiada Marek Aureliusz – przedstawia dusza wolna od namiętności.” Poza tym, jak społeczeństwo nie będzie utrzymywało pewnych standardów moralnych to nici z Twojego wina, kobiet i śpiewu, bo wino zrabują, kobiety zgwałcą a śpiew zagłuszą Justinem Biberem. Nasze prywatne szczęście jest uzależnione od moralnej kondycji przeciętnego człowieka. Wpływ na ład moralny to drogocenna inwestycja, która zwraca się z nawiązką.

Raphael
Jeśli zaangażowanie publiczne, działalność społeczna, polityka może Cię do czegoś doprowadzić to tylko do tego, że Twoje lektury, które czytasz do polemik, kłótni i pyskówek, wzbogacą Twoje wnętrze, bo przecież na nikogo innego one nie będą miały żadnego wpływu. Przejmowanie się wszystkimi nieudacznikami tego świata zaprowadzi Cię co najwyżej do nerwicy. Lepiej skupić się na sobie i swoich bliskich, zamiast biadolić nieustannie, że w Amazonii drzewa wycinają.

Ja
A dlaczego prywatne szczęście i działalność społeczna mają stać do siebie w opozycji? Dlaczego działanie na rzecz innych ma przynosić mniej satysfakcji niż działanie na rzecz siebie? Czy jeszcze inaczej: dlaczego działanie na rzecz innych ma nie być j e d n o c z e ś n i e działaniem na rzecz siebie? Dlaczego nie mogę ćwiczeniami ze swojej bazgraniny, która przynosi mi tyle frajdy, nie uczynić jednocześnie narzędzia perswazji, która zapali światełko w mrokach jakiegoś zagubionego umysłu?

Raphael
I swoją wyrafinowaną sofistyką chcesz przekonywać motłoch? Myślisz, że możesz mieć jakikolwiek wpływ na ludzi poza garstką, która interesuje się filozofią i ekonomią polityczną? Ba! Sofiści przynajmniej mieli uczniów, których przygotowywali do życia publicznego, a Ty? Piszesz sam do siebie, może ten czy ów zagubiony internauta rzuci okiem i kliknie like na fejsie.

Ja
A tak! Myślę, że tak jak Ciebie przekonałem, tak muszę przekonać innych, bo żeby nastąpiła zmiana polityczna najpierw trzeba przekonać do niej ludzi. Wpływ na moje otoczenie wywołuje wpływ na otoczenie mojego otoczenia, a ich otoczenie na otoczenie ich otoczenia, etc. Teoria preferencji społecznych mówi, że żeby zmienić instytucje polityczne trzeba zmienić preferencje ludzi, których te instytucje dotyczą. Poza tym to nie jest dla mnie strata czasu, bo mi to sprawia przyjemność. Wedle teorii wyboru publicznego brak zainteresowania ludzi polityką jest zupełnie racjonalny. Tłumaczy to teoria kosztu alternatywnego: ludzie zazwyczaj więcej zyskują inwestując swój wolny czas i pieniądze w spędzanie czasu z rodziną i przyjaciółmi, niż w ślęczenie nad prasą i książkami  W pierwszym przypadku człowiek zdobywa jakiś kapitał (zaufanie bliskich) przydatny mu w życiu, w drugim przypadku zdobyta wiedza i tak niewiele zmienia, bo pojedynczy głos w systemie demokratycznym nie ma większego wpływu na wyniki wyborów. Zamiana musiała by być masowa, żeby była odczuwalna. Skoro to się ludziom „nie opłaca” to dlaczego więc część ludzi poświęca swój czas na to, żeby być świadomymi i aktywnymi obywatelami polis? Ano dlatego, że ludzie dążą do maksymalizacji satysfakcji, a zaangażowanie w sprawy publiczne wykształconej części społeczeństwa przynosi niewątpliwą przyjemność. Inni osiągają satysfakcję inaczej i należy to uszanować. Wniosek jest zatem taki: nie tracę czasu ponieważ dążę do maksymalizacji satysfakcji, a po drugie uświadamiam ludzi, którzy nie mają czasu czy motywacji, żeby przeczytać te książki, która ja przeczytałem.

Raphael
Zapewniam Cię, że Twoje obsesje skończą się syndromem Adasia Miauczyńskiego:

„A potem bida, bida i rozczarowanie! A potem beznadzieja i starość pariasa i wszechporażająca nas wszystkich pogarda, władzy od dyktatury, aż po demokrację, która nas, kałamarzy, ma za mniej niż zero. Dlaczego władza każdej maści ma mnie za nic? Czy czerwona, czy biała, jestem dla niej śmieciem, kurwa! Pod każdą władzą czuję się jak kundel! Czemu nie jestem chamem ze sztachetą w ręku? Ktoś by się ze mną liczył gdybym rzucił cegłą! A przecież stanowimy sól ziemi. Tej ziemi! Mimo że nie jesteśmy prymitywną siłą, dyktaturami zawsze wstrząsają poeci! Wtedy nas potrzebują, zrozpaczone masy, które nie widzą dalej niż kawał kiełbasy! Które nie widzą dalej…”

Poza tym, gdzie ja napisałem, że mnie przekonałeś?

Ja
Wiem, że tak nie napisałeś, ale pamiętam nasze pierwsze rozmowy o polityce i o tym, że nie wiedziałeś czym się się różni prawica od lewicy i że sam miałeś populistyczne tendencje, które dzisiaj wykpiwasz.

Raphael
Może i tak było.. ale w tej rozmowie to nie ma większego znaczenia.

Ja
Zresztą ja jestem kantystą. Za Kantem uważam, że ludzkość to kategoria moralna a nie zoologiczna, że jesteśmy odpowiedzialni moralnie za świat w którym żyjemy i na który mamy wpływ. Bierność i obojętność to grzech!

Raphael
Śmieszy mnie Twój Weltschmerz

Ja
Twój stosunek do rzeczywistości ma starą tradycję filozoficzną. Nie jesteś pierwszym, który narzeka na rdzeń naszej kultury. Z tym swoim epikureizmem, indywidualizmem, pochwałą woli, pogardą wobec przeciętności i ludu, nieświadomie, a może nawet mimo woli, wpisujesz się par excellence w nietzscheańskie „Dionizos przeciw Ukrzyżowanemu!” Nietzsche w dziele „Z genealogii moralności” oburzał się:

„Jak to na przykład stało się we współczesnej Europie: panuje dziś przesąd, który pojęcia „moralny”, „nieegoistyczny”, desinteressse, za równowartościowe uważa, już z siłą idee fixe (…)”

Doprawdy niepojęte. Niepodobna racjonalnemu człowiekowi pomyśleć, że interesowanie się losem innych jest moralne. Cóż za wynaturzenie kultury (czy raczej wykulturzenie natury)!? Dalej w tym utworze Nietzsche opisuje, że czeka na nowego człowieka, człowieka, który będzie gardził tą drobnomieszczańską bylejakością i jakoś-to-będzie-ością:

„Lecz kiedyś, w czasach silniejszych, niż ta zbutwiała, samozwątpiała teraźniejszość, musi nam się zjawić przecie ten wyzwalający człowiek wielkiej miłości i pogardy, duch twórczy, którego napór sił własnych ciągle wygania z wszelkich uboczy i zaświatów, którego samotności tłum nie rozumie, jak gdyby ona była ucieczką przed rzeczywistością; tymczasem jest ona tylko jego zanurzeniem się, zagrzebaniem, zagłębieniem w rzeczywistość, by stamtąd kiedyś, gdy znowu wróci na światło, mógł wyzwolenie przynieść tej rzeczywistości: jej wyzwolenie od przekleństwa, którem obarczył ją dotychczasowy ideał. Ten człowiek przyszłości, który nas tak samo od dotychczasowego wyzwoli ideału, jak i od tego, co zeń wyróść musiało, od wielkiego wstrętu, od woli nicości, od nihilizmu, ten dzwon bijący południa i wielkiego rozstrzygnięcia, dzwon, który wolę znów wolną uczyni, który wróci ziemi jej cel, a człowiekowi jego nadzieję, ten antychryst i antynihilista, ten zwycięzca Boga i nicości – przyjść kiedyś musi.”

Podobnie Ayn Rand pisała powieści o takich młodych, aktywnych, silnych indywidualistach, którzy szli pod prąd bezrozumnego i biernego tłumu i nie godzili się na miernotę przeciętnego życia, tylko wierzyli w siebie i realizowali swój potencjał dla własnego szczęścia. W „Cnocie egoizmu” Rand pisała:

„Cnotę dumy najlepiej daje się zdefiniować określeniem „ambicja moralna”. Oznacza to, że trzeba zdobyć – poprzez dążenie do własnej perfekcji moralnej – prawo do przedstawiania siebie jako wzoru wartości – prawo to zdobywa się, nie akceptując nigdy żadnego kodeksu irracjonalnego, irracjonalnych wartości, których nie sposób przestrzegać, a z drugiej strony, zawsze przestrzegając zasad racjonalnych – prawo to zdobywa się przez odmowę akceptowania niezasłużonej winy i nie popełniając takowej – lub, jeżeli już zostanie popełniona, niepozostawianie jej nie naprawionej – nie poddając się nigdy biernie słabościom charakteru – nigdy nie przykładając żadnej wagi ani nie przedkładając żadnego życzenia, obawy lub chwilowego nastroju ponad wartość własnej godności. A przede wszystkim oznacza to odrzucenie roli zwierzęcia ofiarnego, nietolerowanie żadnej doktryny, która głosi potrzebę samopoświęcania, traktując to jako moralną cnotę czy obowiązek.”

Mówię: to jest dobra filozofia do zwalczania nihilizmu i rozbudzenia w człowieku motywacji, kreatywności,  sił twórczych, bergsonowskiego élan vital, chęci życia i tworzenia, ale do rozważania moralnych problemów tego świata to nie tylko się nie nadaje, więcej – ona jest szkodliwa. I ten styl myślenia o tyle afirmuję, o ile on wyrywa ludzi z marazmu, słabości i poczucia beznadziei,  o ile daje ludziom motywację do działania, o ile rozbudza chęć zmiany. Działanie bowiem jest motorem wszelkiego postępu  Indywidualne działanie, a także indywidualna odpowiedzialność za nie, jest fundamentem na którym Rozwój jest osadzony. Także uważam, że jest to dobra „filozofia osobista”, ale zła filozofia moralna.

Raphael
Zgadzam się, choć nie jestem przekonany co do tego czy to jest szkodliwe. Pytanie: dla kogo? Dla dobra ogółu pewnie tak, bo na jednostki najsłabsze wpływa bardzo źle. Dla ogółu lepsza byłaby „filozofia” wyciągania dłoni do idiotów i nieodpowiedzialnych ludzi, którzy popełniają błąd za błędem. Nie zmienia to faktu, że i tak wyciągamy rękę, ale czy warto na tym opierać cały ustrój społeczny? Czy to jest wartość, która powinna stanowić rdzeń cywilizacji? Czy taka cywilizacja nie piłuje gałęzi na której siedzi? Czy nie przypomina człowieka, który próbuje podnieść wiadro stojąc w nim? Zresztą obiektywnie ocenić czy to wpływa pozytywnie czy negatywnie nie jest w stanie pojedynczy ludzki umysł. Nie mamy takich zdolności kognitywistycznych, żeby zebrać i przetworzyć taki ogrom i chaos informacji. To są problemy z kategorii niepojmowalnych, a więc i nieocenialnych. Są rzeczy na niebie i na ziemi, o których się Twoim filozofom nie śniło..

Ja
Nasze obowiązki względem innych najlepiej podsumował Zygmunt Bauman, znany filozof socjalistyczny:

„Po pierwsze, że powołaniem społeczeństwa i jego właśnie obowiązkiem jest zapewnienie egzystencjalnego bezpieczeństwa każdemu i wszystkim swym członkom  –  a to przez żyrowanie zbiorowej polisy ubezpieczeniowej od jednostkowej niedoli i nieprzychylności jednostkowego losu. Po drugie: że na podobieństwo nośności mostu, której nie mierzy się wszak średnią wytrzymałością przęseł lecz mocą nośną najsłabszego z nich, albo mocy łańcucha, której nie mierzy się przecież średnią wytrzymałością ogniw, ale mocą najsłabszego z nich, jakości społeczeństwa nie należy mierzyć przeciętną bytowych warunków, lecz jakością życia najsłabszej jego części.”

Ja się w pełni zgadzam co do istoty społeczeństwa. Różnie się tylko w tym, że ekonomia wytłumaczyła mi, że najlepszą formą „zbiorowej polisy ubezpieczeniowej od jednostkowej niedoli” jest kapitalizm zapewniający krańcową użyteczność kapitału i pracy. A najsłabsze przęsła we współczesnym świecie nie są w tych krajach, gdzie od 200 lat panuje kapitalizm, tylko w tych, w których go nie było. Od Herberta Spencera z kolei nauczyłem się, że nie każda pomoc może oddziaływać pozytywnie na innych – czasami lepiej człowiekowi nie pomagać po to, żeby miał możliwość zmierzenia się ze swoimi wyzwaniami, żeby nauczył się sobie radzić sam. Techniki dobrze znane rozsądnym rodzicom, którzy próbują uniknąć wychowania swoich dzieci na rozwydrzone bachory, powinny być bliskie także tym, którzy projektują system pomocy społecznej.

Raphael
Bliższa koszula ciału – to o swoich bliskich powinieneś dbać w pierwszej kolejności, a nie o ludzkość. Chociaż, w jakimś zakresie możesz mieć rację. Nie jest łatwo pogodzić myślenie o sobie i myślenie o innych. I zwykle egoistycznie wybieram to pierwsze..

Ja
Wszyscy jesteśmy egoistami i nie ma w tym nic złego, dopóty dopóki tym egoizmem nie krzywdzimy innych. Egoizm jest o tyle pożyteczny, że ludzie realizując swój interes często wywierają pozytywny wpływ na swoje środowisko (np. zakładając firmę dostarcza się klientom dobra i usługi, a pracownikom pracę). Artysta malując „płonącą żyrafę” realizuje siebie i jednocześnie wpływa na poczucie estetyki swojego otoczenia  Realizowanie swojego interesu choćby tak korzystnie wpływa na innych, że daje im przykład, a więc i motywację. Ale nie zmienia to faktu, że altruizm zawsze powinien mieć wyższą wartość moralną niż najbardziej cenny i pożądany wpływ egoizmu. Mówiąc kolokwialnie: nie powinieneś mieć innych w dupie, choćby dlatego, że ludzkość nie przetrwa jeśli wszyscy będą mieli siebie nawzajem w dupie.

Raphael
Nie rozumiesz! Brak przewrażliwienia i egzaltacji na punkcie problemów innych osób, umiarkowany hedonizm epikureiczyków, racjonalne realizowanie interesu swojego, dążenie do szczęścia – nie po trupach! – bynajmniej nie oznacza, że masz innych w dupie, tylko, że kierujesz się w ocenie rzeczywistości realizmem a nie afektacją, naiwnością i utopizmem. Może to cynizm, ale lepiej widzieć rzeczy takimi, jakimi są, a nie takimi, jakimi chcielibyśmy, aby były.

Ja
Myśląc o sobie nie myślisz o innych! Twoja własna osoba nie jest ludzkością.

Raphael
Mam dziwne wrażenie, że czasami mówisz do mnie jak do debila. Nie musisz przekonywać mnie do wyższości moralnej altruizmu nad egozimem.

Ja
Mówię jak do debila, bo za takiego Cię uważam.. Dobra, żartuję. Mówię co myślę, a że może to „oczywiste oczywistości”, to i tak warto o tym przypominać, bo to są rzeczy ważne i bynajmniej nie dla wszystkich są oczywiste: „altruizm jest egoizmem słabych” powiada Nietzsche. Choć dostrzegam pewne pozytywne cechy egoizmu, to pozostańmy przy tradycyjnej etyce gloryfikującej bezinteresowną pomoc. Ważne tylko, żeby ten argument nie był łomem, którym rząd rabuje obywateli, bo do tego często się sprowadza tzw. „sprawiedliwość społeczna”.

Raphael
Zgadza się. Niemniej, ja doszedłem o wniosku, że debili jest taka obfitość, że nie opłaca się na nich tracić czas. Mało tego, ich geometryczny przyrost przekracza fizyczne granice naszych możliwości wpłynięcia na ich stosunek do rzeczywistości. A nawet gdyby nie mnożyli się jak króliki to i tak poziom ich zacietrzewienia w swojej głupocie, jest takim oporem, że życie byś spędził, a może garstkę udałoby Ci się przekonać. Nie lepiej skupić się na tych, którym na prawdę warto coś tłuc do łba? A większość i tak, i tak będzie wierzyła w swoje gusła. Musisz przemówić do nich ich językiem i zniżyć się do ich poziomu abstrakcji, żeby do nich dotrzeć. Prawdopodobnie polskie kabarety, demotywatory i Justin Bieber będą miały większy wpływ na standardy moralne Twojego otoczenia niż Twoje najbardziej zacięte wysiłki perswazyjne. Jeśli nie staniesz się popularny to nie nawrócisz nikogo. A tymczasem idę do kina, na razie!

Ja
Masz przygnębiającą słuszność… Arewła!

Czytaj również