Liberalna utopia

Drukuj

"To the individualist, the ideal or utopian world is necessarily anarchistic in some basic philosophical sense. This world is peopled exclusively by persons who respect the minimal set of behavioral norms dictated by mutual tolerance and respect. Individuals remain free to "do their own things" within such limits, and cooperative ventures are exclusively voluntary. Persons retain the freedom to opt out of any sharing arrangements which they might join. No man holds coercive power over any other man, and there is no impersonal bureaucracy, military or civil, that imposes external constraint."
~ James M. Buchanan

Utopia może nie być osiągalna, ale jest kierunkiem za którym każdy ideowiec chciałby podążać. George Bernard Shaw napisał kiedyś, że ideały są jak gwiazdy – jeśli nawet nie możemy ich osiągnąć, to należy się według nich orientować.

Milton Friedman pod koniec życia to rozumiał, gdy mówił w wywiadzie dla „Reason”*, że chciałby być zero-rządowym libertarianinem, anarchistą, bo dzieli z tą filozofią podstawowe wartości i wszyscy konsekwentni liberałowie podążają w tym kierunku. (Inną sprawą jest natomiast sama kwestia wykonalności takiej struktury społecznej. Ideał może być nieosiągalny, ale ważne jest, aby każdy liberał był świadomy czym on jest i dlaczego jest pożądany.)

Dlatego pokrótce opiszę, czego bym oczekiwał od deklaracji ideowej partii liberalnej. (Z czystej ostrożności napiszę tylko, że poniższa notka nie dotyczy Polski, lecz nibylandii.)

Po pierwsze wyjaśnijmy, co rozumiem przez słówko „liberalne”. Otóż liberalizm to doktryna polityczna, społeczna i filozoficzna, która postuluje wolność jednostki od niesprawiedliwego i nieuzasadnionego przymusu. Oznacza to, że każdy przymus zastosowany przez kogokolwiek musi być usprawiedliwiony i ciężar tego dowodu spada na tych, którzy chcą naruszać wolność (włączając wolność posiadania własności). Przesłanka (inaczej domniemanie) wolności wynika z logiki – sytuacja odwrotna byłaby niemożliwa do zrealizowania. Ustrój, w którym nie obowiązuje przesłanka wolności implikowałby, że wszystko jest zabronione, a jeśli ktoś chce coś zrobić, to musi najpierw udowodnić, iż to, co zamierza jest dopuszczalne.

Cóż z tej krótkiej definicji wynika? Otóż dążymy do maksymalnej wolności osobistej, która jest ograniczona jedynie absolutnie niezbędnym przymusem – przymusem usprawiedliownym racjonalnie i moralnie. Ideał takiej wolności uosabia się w uporządkowanej anarchii, w której wolność każdego człowieka jest ograniczona jedynie wolnością innego (w tym wolnością posiadania własności); reguły są dobrowolnie przyjmowane i prywatnie egzekwowane; a autonomię osobistą jednostki chroni system spontanicznie powstających i akceptowanych przez wszystkich konwencji społecznych. W ideale liberalnym społeczność jest dobrowolnym stowarzyszeniem wolnych, niezależnych i odpowiedzialnych ludzi. Podstawowe funkcje zwykle przypisywane państwu, dotyczące produkcji usług związanych z tzw. (ekonomicznymi) dobrami publicznymi i (populistycznymi) dobrami „społecznymi” , są zapewniane przez firmy, spółdzielnie, stowarzyszenia sąsiedzkie i inne dobrowolne organizacje.

Bardziej wierzę w społeczeństwo obywatelskie niż w politykę, ale jak mawia wybitny, polski liberał Jacek Sierpiński: „Jeśli nie weźmiesz się za politykę, polityka weźmie się za ciebie”. Dlatego uważam, że wartoby naszkicować strategię, która mogłaby nas do nakreślonego powyżej liberalnego ideału zbliżyć.

Przypadek Szwajcarii dowodzi, że najlepszą strategią do osiągnięcia ładu liberalnego jest radykalna decentralizacja. Bliski ideału byłby przypadek, w którym rząd centralny zajmuje się jedynie wojskiem i niczym więcej, wszystko inne jest zaś zapewniane przez władze samorządowe regionów i gmin. Skład regionów kształtowany byłby w drodze pelebiscytu gmin, a skład gminy poprzez akt dobrowolnej rejestracji swojej własności w danej gminie przez obywatela (analogicznie do wykupienia ubezpieczenia w firmie ubezpieczeniowej – rejestrujemy się i płacimy za usługę).

Konstytucja określałaby podział kompetencji:

  • rząd centralny – wojsko
  • region – prawo, sądy, policja
  • gmina – cała reszta

Tak więc, federalizm to powinno być hasło na wszystkich naszych sztandarach. To nie jest dodatkowe uzupełnienie liberalizmu, lecz jedyny realny na tę chwilę fundament, na którym możemy go zbudować. Wszyscy musimy to jak najszybciej zrozumieć: nie ma liberalizmu bez federalizmu. Tam gdzie w mediach pojawia się słowo „liberalizm”, w następnym zdaniu powinno pojawiać się słowo „federacja”, „decentralizacja”, „autonomia regionów”. Musimy słowo „federacja” uczynić naturalnym skojarzeniem do słowa „liberalizm” – tak jak wciąż (mam nadzieję) takim skojarzeniem jest „wolny rynek”.

Kolejnym strategicznie pożądnym krokiem jest racjonalizacja wydatków państwa. Nie jestem w tym względzie koszer rothbardystą. Uważam, że skoro mamy państwo, to należy je usprawniać i racjonalizować, tak żeby było mniejszym obciążenim dla swoich poddanych. Im mniej represji, tym lepiej. Im sprawniej działająca administracja, tym mniej odczuwalny jest ciężar państwa, tym mniej przygniata wolność zwykłego człowieka. Jeśli przez większość naszego życia nie będziemy wchodzić w interakcje z państwem, nie będziemy go w ogóle dostrzegać, to będziemy bardzo blisko ideału. Ronald Max Hartwell, słynny australijski ekonomista, powiedział w wywiadzie dla Liberty Fund, że przez większość swojego dzieciństwa na australijskiej prowincji jedynych funkcjonariuszy państwa jakich spotykał (od czasu do czasu), to listonosz i policjant. Jak uda nam się wrócić, to takiego stanu (bez listonosza), to liberalna utopia będzie na wyciągnięcie ręki.

Dróg do tej racjonalizacji jest wiele. Jednym z najważniejszych kroków strategicznych byłby zapis w konstytucji o konieczności uchwalania zrównoważonego budżetu i zakaz zaciągania długu przez państwo (nawet w wypadku wojny).

Oczywiście im więcej z budżetu państwa uda nam się przenieść do szczebla administracji niżej, tym lepiej. Im skuteczniej i produktywniej uda nam się ten budżet wydać, tym lepiej. Im więcej uda nam się w nim uciąć, tym lepiej. To powinny być podstawowe reguły naszej „polityki fiskalnej”.

Skupić zwłaszcza powinniśmy się na likwidacji tych wydatków, które hamują przedsiębiorczość, utrudniają życie obywateli, zniechęcają ich do brania odpowiedzialności za siebie, swoją rodzinę i swoje otoczenie oraz które jawnie gwałcą wolność. Większość wydatków państwa jest nie tylko zbędna, bo sami w ramach rynku i trzeciego sektora jesteśmy w stanie zrobić wszystko skuteczniej. Jest znacznie gorzej – większość wydatków państwa niszczy naszą produktywność, ogranicza możliwości i pogłębia naszą demoralizację.

Gdy ograniczymy wydatki i dług publiczny, to będziemy mogli, rzecz jasna, ograniczyć podatki.

Plagą naszych czasów jest biegunka legislacyjna. Obserwator finansowy kiedyś podawał, że polski sejm średnio co 36 godzin uchwalał ustawę. Jak w tym wypadku normalny człowiek, choćby nie wiem ile w to włożył wysiłku i energii, może w ogóle być na biężąco z poczynaniami państwa; jak normalny człowiek może znać w tym kraju prawo? Musimy za wszelką cenę znaleźć sposób na ograniczenie produkcji prawa.

Wszelkie inicjatywy polityków, urzędników i obywateli, które prowadzą do poszerzenia wolności osobistej muszą być aktywne wspierane. Punktem zwłaszcza bardzo ważnym jest możliwość obrony swojego życia i mienia. Człowiek, który nie może i nie potrafi się bronić, jest nie tylko zdany na monopol państwa, ale co gorsze, zaczyna wierzyć, że tylko on jest w stanie go obronić przez zagrożeniem (np. badyntą czy terrorystą). Tak skorumpowany moralnie człowiek nie może stać się liberałem, bo nie wierzy w możliwości swoje i w możliwości reszty społeczeństwa. Wszystko co prowadzi do osłabienia „mentalności liberalnej”: uczciwości, otwartości, odwagi, honoru, przedsiębiorczości, odpowiedzialności, tolerancji, merytoryczności, sceptycyzmu, poczucia indywidualizmu, wiary w sprawiedliwość powinno być zwalczane przez nas z zaciekłością.

Tyle o strategii – teraz, jak mogłoby wyglądać przejście do ideału, do utopii? Wojsko jest wspólną własnością gmin, które mają w nim swoje „udziały” wedle składek, które nań łożą. Każda gmina zaś jest dobrowolnym stowarzyszeniem, w którym każdy obywatel rejestruje się ze swoją własnością (ziemią, mieszkaniem). Na gminie spoczywają podstawowe prerogatywy państwa: sądy i policja. Następnie, gmina staje się spółdzielczą własnością jej mieszkańców, z której każdy może się wycofać i założyć konkurencyjną „gminę”.

Oto w ten sposób udało się nam doprowadzić do Europy tysiąca „Liechtensteinów”, w której każdy człowiek jest realnym właścicielem siebie samego i swojej posiadłości oraz sam decyduje z kim i na jakich warunkach się stowarzysza, a nie decydują o nim i za niego jego właściciele.

 

*) https://reason.com/archives/1995/06/01/best-of-both-worlds/print

Czytaj również