Pakiet stymulacyjny

Drukuj

Karol Marks w swoim magnus opus opisał jak kapitalista wyzyskuje robotnika przywłaszczając sobie „wartość dodatkową” jego pracy. Teoria ta jest zupełnie oderwana od rzeczywistości, a po marginalistycznej rewolucji, która obaliła laborystyczną teorię wartości, zgoła popadła w zapomnienie nawet wśród lewackich uczonych.

Niemniej, wychodząc z założenia, że wciąż warto czytać klasyków, zajrzałem do „Kapitału” – i było warto. Uwagę moją zwróciła – nie sama teoria wyzysku, ale jej ilustracja. Otóż Marks porównuje kapitalistyczny wyzysk do „starego procederu zdobywcy, który odkupuje towary od ludności podbitej za jej własne, z niej samej złupione pieniądze”. Obrazek ten z kolei doskonale przystaje do naszych czasów – doskonale obnaża naturę relacji między rządzącymi a rządzonymi.

Na łamach portalu internetowego „Polityki” znalazłem taką definicję pakietu stymulacyjnego:

PAKIET STYMULACYJNY – wydatki z budżetu, mające na celu pobudzenie gospodarki. Pierwszym narzędziem walki z recesją jest polityka monetarna, ale banki centralne nie mogą obniżyć stóp procentowych poniżej zera. Dlatego gdy recesja jest poważna, rządy sięgają także po drugą wajchę, czyli politykę fiskalną. Mogą np. obniżyć podatki, by ludzie mieli więcej pieniędzy na konsumpcję albo zarządzić budowę dróg i mostów, by dać zatrudnienie bezrobotnym (podkreślenie moje).

Największy pakiet stymulacyjny podpisał niedawno Barack Obama (787 mld dol.), drugi co do wielkości mają Chiny (541 mld), a dalej są Japonia (145 mld), Niemcy (44 mld), Kanada (28 mld) i Wielka Brytania (22 mld). Pod pobudzanie koniunktury podciąga się niekiedy ratowanie banków i gałęzi przemysłu, których upadek groziłby gwałtownym wzrostem bezrobocia, jak np. sektora motoryzacyjnego (podkreślenie moje).

Gdyby się głębiej zastanowić to w istocie podboje kolonialne, napady piratów czy kradzież portfela (jeszcze lepiej – oszczędności z sejfu) są swego rodzaju napędzeniem koniunktury przez zwiększanie zagregowanego popytu. Złodziej ratuje nas od bezrobocia wyrywając nas z paradoksu oszczędności. Trzeba wreszcie skończyć z propagandą ekonomicznych ignorantów oczerniającą złodziei. Złodziejowi należy się pomnik – bez niego cywilizacja by się zawaliła przy pierwszym-lepszym zawirowaniu gospodarczym. Kradzież jest błogosławieństwem.

Czytaj również