Polityka

Drukuj

„Gdyby politycy byli ludźmi najuczciwszymi na świecie, nie pomoże to, że polityka jest z natury gwałtem, uwiedzeniem zdzierstwem, wyzyskiem, przestępstwem i w najlepszym wypadku potwierdzeniem i zimno-egoistyczną obroną interesów osobistych. „Książe” Machiavela został nie tylko prześcignięty, lecz pozostawiony daleko w tyle przez nowoczesnego męża stanu, który przy byle jakiej sposobności mówi bez zająknienia o ideałach i prawie. Wywiad, kontrwywiad, prowokacja, wyzyskiwanie słabości drugiego, uparty nacisk, godny Shylocka, na traktaty lub hipokryzyjny wysiłek celem obejścia ich, wszystko to należy do rutyny każdej polityki zagranicznej, ukoronowanej powodzeniem. W tym znaczeniu nie znam zawodu bardziej nikczemnego. Najgorszy w tym zawodzie nie jest jego notorycznie kryminalny charakter, objawiający się jedynie przy sposobności, lecz jego pretensja do reprezentowania lub obrony „prawa”. Polityka jest zawsze niesprawiedliwa, moralnie zawsze zła. I dlatego tyle natur zbrodniczych było wielkimi mężami stanu… Jest tu tylko jedno rozwiązanie nie będąc ani tchórzliwym, ani podejrzanym, ani kłamliwym: uznać, iż polityka jest z rzędu najniższych nizin (bas-fonds) w znaczeniu, w jakim funkcje kiszek należą do najniższych nizin. I zatem oddać te niskie elementy w służbę tego, co jest wyższe – w stopniu możliwie największym. I to wcale nie w znaczeniu makiawelicznym, w świetle którego zło jest dobrem w miarę, jak staje się użytecznym. Ani nie w sensie maksymy jezuickiej: cel uświęca środki. Lecz w tym znaczeniu, że bierze się na siebie tragiczny los, który chce, iż „bas-fonds” tworzą z konieczności część człowieka, że nie można ich nigdy ani umoralnić, ani uduchowić. I że jednak nie można zrealizować Dobra na ziemi, jak tylko z pomocą tego Zła, które pozostaje wiecznie Złem.”

Hermann Keyserling, Südamerikanische Meditationen
(za „Szkicami piórkiem” Andrzeja Bobkowskiego)

Czytaj również