Prywatyzacja małżeństwa

Drukuj

With marriage contracts that set out the couple’s commitments, there is little reason why judges should retain their current involvement in marriage.
Gary Becker

W naszym etatystyczno-egalitarystycznym zachodnim świecie, małżeństwo ze związku pomiędzy dwojgiem ludzi, wyewoluowało w związek pomiędzy dwojgiem ludzi a rządem, w którym to rząd kontroluje, reguluje i narzuca swoją wolę swoim „partnerom” – od samego aktu małżeństwa, przez dzieci, hipotekę, psa, drzewo, aż po rozwód i śmierć. Najwyższy czas na powrót do małżeństwa jako prywatnego (a nie publicznego – ergo: politycznego) związku pomiędzy dwojgiem ludzi.

Niech ludzie sami podejmują decyzję jak, gdzie i z kim brać ślub – zgodnie ze swoim sumieniem, preferencjami, wyznaniem i zdrowym rozsądkiem. Pierwszym etapem do prywatyzacji mogłaby być dobrowolna umowa małżeńska z warunkami wybranymi przez partnerów (zamiast, jak to obecnie ma miejsce, narzuconymi przez rząd) w granicach istniejącej legislacji. Arbitraż czy sąd rozwiązywałby konflikty egzekwując tę właśnie umowę pomiędzy małżonkami.

Dane statystyczne pokazują, że małżeństw jest coraz mniej (w USA prawie połowa dorosłych mieszkańców jest bez ślubu, a mieszkań singli jest więcej niż mieszkań rodzinnych). Przyczyny mogą być podzielone na dwie grupy. Pierwszą z nich można określić, jako „determinanty kulturowe”: postępująca infantylizacja społeczeństwa (dodajmy: w wyniku działań państwa nad-opiekuńczego), poświęcenie karierze zawodowej, upadek monogamii (czy, jak mawiała moja pani profesor socjologii, „seryjnej monogamii”), etc. Drugą przyczyną są „determinanty polityczno-prawne”: nieelastyczność i nieaktualność przepisów prawa regulujących małżeństwo. Ludziom nie podoba się kontrakt, który skonstruował dla nas rząd, więc go nie podpisują.

Prywatyzacja małżeństwa jest także najprostszym konsensusem w kwestii związków homoseksualnych. Te kościoły, które sobie nie życzą udzielać małżeństw homoseksualistom nie będą tego robiły, a te które nie będą chciały udzielać małżeństw trójkątom albo związkom heteroseksualnym nie będą tego robiły. Niech małżeństwo stanie się zwykłą umową cywilnoprawną – tak jak umowy pomiędzy firmami. A państwo zamiast narzucać warunki umów, niech po prostu je egzekwuje zgodnie z wolą podpisujących umowę.

Gdyby małżeństwo było prywatne, partie polityczne musiałyby wykreślić ze swoich programów wszystkie rzeczy dotyczące „obrony rodziny” albo „emancypacji par homoseksualnych”. Politycy straciliby kolejną rzecz do kłótni, straciliby w tej sprawie rację bytu i przestaliby się mieszać w nasze życie. Straciliby przynajmniej jeden pretekst do kontroli, regulacji, redystrybucji (od swoich przeciwników do swoich zwolenników w celu kupowania poparcia) i życia na koszt społeczeństwa (jak mawiała klasyczka: „w sumie to ja panu pozwalam pracować”).

Czas uwolnić małżeństwo od państwa i polityki. Czas odzyskać nasze życie, naszą wolność, naszą własność, nasze umowy i naszą odpowiedzialność. Na pohybel polityce.

Czytaj również