Rostowski-ekonomista i Rostowski-polityk

Drukuj

Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie.
— Lord Acton

Jacek Rostowski kiedyś miał jaja, żeby powiedzieć jak jest. W czasach, gdy był ekonomistą i członkiem-współzałożycielem (m.in. wraz z Ewą Balcerowicz – żoną swojego dzisiejszego głównego oponenta politycznego) think tanku badawczego Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych, miał cywilną odwagę, żeby stać w obronie prawdy i rozsądku. Jednak inną logiką rządzi się nauka a inną polityka, więc Rostowski w roli ministra finansów musiał zmienić skórę, musiał się dostosować. Jak elastyczny moralnie potrafi być człowiek, to najlepiej wiemy z najnowszej historii Niemiec, ale dobrze jest też się czasami przyjrzeć jednostkowym przypadkom przemian duchowych polityków.

Jak możemy wyczytać z Rostowskiego-ekonomisty są cztery rozwiązania „problemu emerytalnego”:

  1. albo wszyscy będziemy znacznie dłużej pracować (i pewnie, co nieuniknione, znacznie podniesiemy podatki),
  2. albo rząd będzie z sukcesem inwestować w BRICS-ach,
  3. albo ściągniemy do Polski górę imigrantów,
  4. albo zakażemy używać antybiotyków (Adam Krzyżanowski, zwolennik Malthusa, już dawno temu sugerował nieuchronną konieczność takiego radykalnego rozwiązania).

Nie da się ukryć, że jest to jasne i konkretne postawienie sprawy – albo radykalne reformy, albo śmierć głodowa emerytów. Wydaję się zgodne z linią Leszka Balcerowicza i większością głównego nurtu polskiej ekonomii. Wyjątkiem są niepoprawni liberałowie-z-zasady (do których sam się zaliczam), jak Robert Gwiazdowski, który zapewne liczy na to, że upadek systemu emerytalnego (a wraz z nim upadek państwa opiekuńczego) zmusi polityków do radykalnych reform wolnorynkowych. Nie wiem czy skończy się liberalnymi reformami czy masową nacjonalizacją, ale nie da się ukryć, że rzecz się stopniowo chyli ku upadkowi. Jakkolwiek by nie było, emerytur nie będzie, a jakie będą tego polityczne reperkusje to już Bóg jeden raczy wiedzieć.

Co natomiast ma do powiedzenia Rostowski-polityk A.D. 2013?

„Jak wyjaśnił, rząd przeprowadzi przegląd funkcjonowania systemu emerytalnego i może mu to zająć kilka miesięcy. Przeprowadzenie takiego przeglądu w 2013 r. nakazuje ustawa o systemie emerytalnym.”

Pani Ministrze, niechże wrócą Panu jaja i niech Pan powie: albo sami zaczniemy inwestować, albo będziemy pracować do śmierci, albo rząd znacznie podniesie podatko-składki i zacznie je inwestować, albo rząd zostawi wszystko tak, jak jest i później się będziemy martwić krachem. Jako realista obstawiam, że skończy się na punkcie czwartym. Być może z czasem przejdziemy na punkt trzeci, co uchroni nas od jednej katastrofy, ale wpędzi nas w inną, bo spowoduje stagnację gospodarczą przez dekady.

Najgorsze jest to, że dopóki system istnieje ludzie nie mają kompletnie żadnej motywacji do oszczędzania. Wszystkim się wydaje, że skoro rząd teraz wypłaca emerytury to w przyszłości będzie tak samo. A co gorsza ludzie w tych warunkach polityczno-gospodarczytch nie wiedzą jak oszczędzać. Gdyby nie było inflacji, gdyby rząd nie zabierał im połowę dochodu, gdyby większa była skala inwestycji, to ludzie mogliby oszczędzać choćby i w skarpecie. Niestety nic nie zapowiada na to, żeby władza miała się skłonić ku rozwiązaniu „liberalnej skarpety”.

Zresztą ja za ten stan rzeczy obecnej władzy nie winię. Logika demokratycznego państwa opiekuńczego jest taka, że Lewiatan rośnie i trudno cokolwiek z tym zrobić. Struktura bodźców jest taka a nie inna. Polityk, który by zaczął walczyć o ograniczenie wydatków publicznych rychło przestałby być politykiem. Zdrowy chłopski rozum to podpowiada, a jak ktoś potrzebuje naukowego uzasadnienia to odsyłam do prac ekonomistów teorii wyboru publicznego.

Dlatego też ekonomista, który zostaje politykiem, przestaje być ekonomistą. Człowiek jest względnie elastyczny a bodźce robią swoje. Logika polityki robi swoje. Dzisiaj Rostowski-polityk żongluje procentami z jednej części systemu do drugiej, żeby ograniczyć oficjalny deficyt finansów, o reformie emerytalnej wypowiada się w sposób stonowany, a działania za tym idące są praktycznie żadne – tyle zostało ze starego realistycznego cynizmu Rostowskiego-ekonomisty.

Czytaj również