Schumpeter o kapitalizmie i ja o nas

Drukuj

„Wszelkie cechy i osiągnięcia nowoczesnej cywilizacji są bowiem, bezpośrednio lub pośrednio, wytworami kapitalistycznego procesu, nie tylko sam nowoczesny, zmechanizowany zakład wytwórczy i rozmiary wylewającej się z niego nieustannie produkcji, nie tylko nowoczesna technika i organizacja gospodarki. Dlatego właśnie wszystko to musi być uwzględnione w każdym bilansie kapitalizmu i w każdym sądzie oceniającym jego dokonania czy niepowodzenia.

Mamy więc wzrost racjonalnej nauki i długą listę jej możliwych zastosowań. Samochody, lodówki, telewizję itp. można bezpośrednio uznać za wytwór gospodarki opartej na zysku. Chociaż współczesny szpital nie jest z reguły prowadzony z myślą o zysku, jest on jednak wytworem kapitalizmu nie tylko dlatego, że proces kapitalistyczny dostarcza środków i chęci, ale w sposób znacznie bardziej zasadniczo dlatego, że racjonalność kapitalistyczna wytworzyła nawyki myślowe, dzięki którym powstały metody wykorzystywane w szpitalach. Również zwycięstwa – być może jeszcze niezupełne, ale już nadchodzące – nad rakiem, syfilisem i gruźlicą będą w takim samym stopniu osiągnięciami kapitalizmu jak samochody i rurociągi czy proces bessemerowski w hutnictwie. W przypadku medycyny za stosowanymi metodami kryje się kapitalistyczny fach, kapitalistyczny zarówno dlatego, że w znacznym stopniu pracuje w duchu gospodarczym, jak i dlatego, że jest on „emulsją” burżuazji przemysłowej i handlowej. Nawet jednak gdyby było inaczej, nowoczesna medycyna i higiena byłyby nadal produktami ubocznymi procesu kapitalistycznego, zupełnie tak samo jak współczesna oświata.”
Joseph A. Schumpeter, „Kapitalizm, socjalizm, demokracja„, str. 154-155

Nowoczesną kulturę stworzył kapitalizm. Pośrednio i bezpośrednio. Pośrednio dlatego, bo stworzył masową produkcję, która zapewniła nam standard życia, którym obecnie się rozkoszujemy i który umożliwił szerokim masom dostęp do odbioru – a i coraz częściej współtworzenia, czego ten blog jest objawem – kultury. Jedni upatrują w tym tragedii, bo kultura (co doskonale widać po edukacji) straciła swój elitarny charakter, a wraz z nim uśredniony (w dół) został jej poziom. Skutki tego faktu są brzemienne, bo między innymi z tego powodu znika program prof. Miodka z anteny telewizji państwowej (anty-publicznej) a nowi studenci przychodzący na wydział matematyki nie wiedzą czym jest logarytm. Inni z kolei dostrzegają w tym szansę – szeroki dostęp do kultury i edukacji zmieni świat uświadamiając bierny, dający sobą manipulować przez całą historię ludzkości, tłum. Można w tym dostrzegać zarówno aktu sprawiedliwości dziejowej, jak i równię pochyłą po której zsuwamy się w objęcia barbarzyństwa przeciętności. I tak należy na ten proces patrzeć: jako szansę i zagrożenie.

Lecz kapitalizm ukształtował naszą kulturę także bezpośrednio. Jak produkcja kapitalistyczna wpłynęła na sztukę, literaturę, telewizję, prasę? Przede wszystkim kapitalizm uformował burżuazję, drobnomieszczaństwo, klasę średnią. A ta stworzyła swój etos – duch racjonalistycznego indywidualizmu, którym przesycona jest kultura nowoczesności. Co też było cudem, który uzdrowił nas z mitologii służących przede wszystkich władcom i ich ciągłym wojnom w wiekach przeszłych, ale co również obecnie się na nas mści, bo stworzyło socjaldemokrację, egalitaryzm, państwo opiekuńcze, redystrybucję, wysokie podatki, kontrolę, regulację, biurokrację, a w konsekwencji stagnację gospodarczą, duszenie przedsiębiorczości i skłonności do innowacji, zahamowanie mobilności społecznej i upadek tego ducha, którą ją do życia powołał. Innymi słowy: duch ten strzelił sobie w stopę.

Wniosek z tego jest prosty: kapitalizm stworzył kulturę, która nienawidzi kapitalizmu. I to jest jedna z najbardziej błyskotliwych tez Schumpetera, którego magnus opus otwiera takie zdanie:

„Czy kapitalizm może przetrwać? Nie. Nie sądzę, żeby mógł”.

Dobrobyt stworzony przez kapitalizm stworzył klasy społeczne, które mają już dla niego wyrok:

„Kapitalizm staje przed obliczem sędziów, którzy mają na niego wyrok śmierci w kieszeni. Ogłoszą go bez względu na to, jakie będą argumenty obrony, której jedynym sukcesem może być zmiana kwalifikacji czynu.”

To nieubłagana logika: kapitalizm zwiększa dobrobyt, dobrobyt umożliwia edukację, edukacja oświeca masy, oświecone masy nienawidzą kapitalizmu za jego chaotyczność, przypadkowość, niewspółmierność w dystrybucji bogactwa, za brak sprawiedliwości społecznej i rozdzielczej, za jego twórczą destrukcję, itd. W łonie oświeconych mas wyrastają liderzy polityczni, którzy bezlitośnie rozszerzają skalę redystrybucji i kontroli oraz nieustannie rozciągają sektor publiczny kosztem prywatnego. Kolejne dziedziny życia społecznego są nacjonalizowane, biurokratyzacja masowo wypiera spontaniczne konwencje społeczne i instytucje społeczeństwa obywatelskiego, aż dochodzi do tragedii gospodarczej – gdy już sztywny etatystyczny garnitur zaczyna dusić a nie tylko zaburzać koordynację i swobodę ruchu – wtedy masy bojąc się o swój dobrobyt („zrozpaczone masy, które nie widzą dalej niż kawał kiełbasy!” jak mawiał Adaś Miauczyński) wyznaczają technokratę-neoliberała, który ratuje gospodarkę radykalnymi reformami (prywatyzacja, deregulacja, naprawa finansów publicznych, ograniczenie inflacji), a po jakimś czasie scenariusz znów się powtarza… i tak wybory po wyborach ślimaczymy się w kierunku socjaldemokratycznego państwa soft-totalnego, które nie zabija (jak dawny socjalizm), ale bezwzględnie planuje i kontroluje każdy aspekt naszego życia.

Czy jest jakaś nadzieja? Pewnie, że jest! – właśnie dlatego założyłem tego bloga. ;-)

Czytaj również