Stracony liberalizm

Drukuj

tłum

Dlaczego liberalizm wszędzie zdycha kopany przez lewicę i prawicę? Wypierany z roku na rok, z dekady na dekadę, konsekwentnie i bez przerwy przez socjaldemokrację, konserwatyzm, socjalizm, monarchizm, nacjonalizm, demokratyzm, zielonyzm, feminizm, chadecję i europeizm? Dlaczego wolność osobista, w pełni, z całym jej bagażem konsekwencji, nie jest na sztandarach żadnego zorganizowanego ruchu politycznego, który ma realny wpływ na społeczeństwo?

Otóż powiem Wam dlaczego – bo jest racjonalny. Jak się czyta prasę lewicową i prawicową: konserwatywną, nacjonalistyczną i socjalistyczną, zawsze publicyści posługują się językiem, który odwołuje się do emocji. Liberalizm taką postawą gardzi – jego istotą jest ważenie argumentów. Nawet uzasadnienie wolności, jako najważniejszej wartości politycznej, ma postać logicznej przesłanki (założenie, że ludzie są niewolni oznaczałoby, że muszą uzasadniać każde swoje działanie jako nieszkodliwe, a to jest niemożliwe, bo nie da się sfalsyfikować negacji).

Rozliczne nurty współczesnej lewicy i prawicy są metafizyczne, odwołują się do wiary, a nie rozumu. Takie działanie jest skuteczniejsze, bo większość ludzi w polityce kieruje się bardziej emocjami niż rozsądkiem. I dlatego przegraliśmy… Dlatego zdycha posłanie Locke’a, La Boetie’go, Hume’a, Smitha, Ricardo, J.S. Milla, Saya, Bastiata, Spencera, de Tocquevilla, Actona, Monteskiusza, Jeffersona, Paine’a, Madisona, Kanta, Turgota, Constanta, Burke’a, von Humboldta, de Stael, Mengera, Ortegi y Gasseta, Ropkego, Hayeka, Berlina, Misesa, Arona, Nozicka, Buchanana, Friedmana, Rand, Poppera, Dahrendorfa i Rothbarda.

Czytaj również
  • Marek

    Ale jest Pan strasznym pesymistą – tak nie można!

    W historii w bardzo długich okresach czasu powoli zwyciężają idee liberalne/wolnościowe. Zanikło niewolnictwo, jako niewydajne gospodarczo, nie ma już monopoli cechów w przemyśle, rolnicy nie są już wywłaszczonymi dzierżawcami gruntów.

    Skoro upadło niewolnictwo czy feudalizm, kiedyś też będzie musiał i upaść etatyzm, ale na pewno nie za naszego życia. Należy tylko przypominać, że Auschwitz, Kołyma czy Inkwizycja, to zjawiska, które nigdy by nie zaistniały bez państwa. Co do rozliczenia tej ostatniej, to fajnie pisał Dostojewski w opowieści o „wielkim inkwizytorze” z „Braci Karamazow”. Tak jak i F. Dostojewski jestem chrześcijaninem, ale to nie powód, by bronić jakąkolwiek zbrodniczą instytucję.

    • Tomasz Kłosiński

      Z jednej strony tak, ale z drugiej:
      againstpolitics.com/2012/03/30/democracy-cant-be-fixed-its-inherently-broken/government-spending/

      Pod pewnymi względami wolne miasta średniowiecza i renesansu były bardziej liberalne niż dzisiejsza Europa i USA. Zmiany dokonują się na wielu płaszczyznach – na pewnych faktycznie jest lepiej, na innych jest coraz gorzej.

      To o czym Pan mówi, to jest coś, czego nie pojmą etatyści nigdy – problemem nie jest kto dzierży nieograniczoną władzę, problemem jest sam fakt istnienia takiej władzy. Podobie dzisiejsi demokraci zdają się często zapominać, że pogwałcenie wolności jest niesprawiedliwe niezależnie od tego czy dokonało się za aprobatą większości, czy też jest kaprysem dyktatora.

      Ma Pan wielką rację – nie byłoby totalitaryzmów, gdyby wcześniej ludzie nie naciskali na zwiększenie perogatyw władzy centralnej (nawet jeśli naciskali z innego powodu niż ludobójstwo).

      Z jednej strony tak, zgadza się, wolność odniosła niejedno zwycięstwo na przestrzeni dziejów, ale patrząc na cały wiek XX w Europie, to najpierw przez pięć dekad był etatystyczny horror (a w wielu rejonach świata i dłużej), a potem przez pięć dekad etatystyczny cyrk, w który ciągle, konsekwentnie, wybory za wyborami, brniemy.

      • Michał

        Zastanawiającym zjawiskiem, które w mojej opinii warto by było zgłębić, jest to, o czym Pan wspomniał – fetyszyzacja demokracji jako systemu sprawiedliwego samego z siebie. Z jakiegoś powodu rzesze ludzi wierzą, że nieograniczona władza większości to system nieporównywalnie lepszy od nieograniczonej władzy mniejszości. Przymiotnik „demokratyczny” stał się zaś „weasel word” nadużywanym niemal w takim samym stopniu, co słowo „społeczny”.

        • Tomasz Kłosiński

          To, że demokracja przestała być słowem opisującym model ustrojowy, a stała się sądem wartościującym tożsamym z dobrem, którego nie trzeba w żaden sposób uzasadniać, bo jest slef-evident, mnie nie dziwi – bo dzięki de Jasayowi pojąłem tendencje, które do tego prowadzą. Tego co przekracza moje pojęcie, to fakt, jak wielu inteligentnych ludzi w ogóle tego nie dostrzega. Stało się to jakimś głębokim tabu, krytyka demokracji podlega silnej autocenzurze. Ludzie mają w sobie odruch „antyantydemokratyczny”, który nie pozwala im spojrzeć na sprawy z dystansu. Przecież nie trzeba być od razu zwolennikiem monarchii albo anarchii, żeby dojrzeć wady procesu demokratycznego. Tutaj wielkie zasługi ma szkoła teorii wyboru publicznego, która usystematyzowała te luźne obserwacje filozofów (klasycznie) liberalnych.

  • Marek

    Czy działa możliwość komentowania?

    • Tomasz Kłosiński

      Działa, tylko muszę najpierw je zaakceptować, a umknęło to mojej uwadze.

      • Marek

        No to niezbyt *liberalne* zasady ma ten blog,
        wolność wypowiedzi musi być nadzorowana i ograniczana :)

        Swoją drogą, jak tak pobieżnie patrzę, to linia Liberté! jest troszkę socjaldemokratyczna. A wydawało mi się, że liberalizm koncentruje się wokół zasady „laissez-faire” w gospodarce, zaś w polityce dąży do państwa minimalnego.

        • Tomasz Kłosiński

          Prywatna dyskryminacja jest podstawą zasady wolności zrzeszania się i własności prywatnej. Jeśli nie mogę decydować o tym, kogo nie wpuszczam na swój teren i z kim nie chcę się zadawać, to nie jestem wolnym człowiekiem. Choć nie oznacza to, że arbitralna dyskryminacja na podstawie irracjonalnych uprzedzeń jest głupia i haniebna. Rolą społeczeństwa obywatelskiego jest dawać ludziom do zrozumienia, kiedy ludzie używają swojej wolności rozsądnie a kiedy głupio. Z pewnością nie jest to rola państwa, by decydowała za nas w tej materii. Podobnie jest z prywatną „cenzurą” – wolność w filozofii liberalnej nie jest wolnością do czynienia co się komu żywnie podoba. Zatem przykro mi Panie Marku, ale zgodnie z liberalizmem mogę dać Panu bana, jak mi Pan podpadnie – z tej prostej racji, że to jest mój blog. :-)

          Co do linii Liberte to zależy – moim zdaniem w nurt laissez-faire wpisują się prof. Winiecki, redaktor naczelny Leszek Jażdżewski i Tomasz Kasprowicz. Z resztą załogi bywa różnie. :-)