Centralizacja

Drukuj

O źródłach socjalizmu w centralizacji

W centrum, w pobliżu tronu, powstało kolegium administracyjne, obdarzone swoistą potęgą, coś, w czym wszystkie rodzaje władz grupują się nowym sposobem; jest to rada królewska (conseil du roi).

Jest to dawna instytucja, do której dodano nowe funkcje. Łączy ona wszystko w sobie: najwyższy sąd, gdyż może unieważnić decyzję wszystkich sądów ogólnych; wyższy sąd administracyjny, gdyż podrzędne jej są wszystkie jurystdykcje specjalne; władzę prawodawczą, gdyż rozważa i przedstawia do decyzji większą cześć praw; postanwia i rozkłada podatki. Jako najwyższa rada administracyjna wydaje przepisy agentom rządowym; rozsądza najważniejsze sprawy i kontroluje czynność podrzędnych organów. Wszystko w niej się skupia, wszystkiemu udzela ruchu, a jednak nie ma własnej kompetencji. Decyduje tylko król, nawet wówczas, gdy rada reaguje postanowienie. Nawet wykonując sprawiedliwość członkowie rady „wypowiadają tylko swoją opinię”, jak się wyraża Parlament w jednym ze swoich przedstawień.

Rada królewska nie składa się z magnatów, lecz z ludzi miernego pochodzenia, z intendentów i innych doświadczonych urzędników. Członkowie jej mogą być oddaleni. Działa ona skromnie, objawiając więcej potęgi niż pretensji. Pozbawiona jest wszelkiej świetności lub raczej znika w blasku tronu, do którego jest bliska. Jest tak potężna, że o wszystko potrąca, a tak niepokaźna, że dzieje zaledwie ją dostrzegają.

Jak cała administracja kraju zostaje w kręgu jednego kolegium, tak też zarząd sprawami wewnętrznymi powierzony jest prawie całkowicie jednemu urzędnikowi, kontrolerowi generalnemu (controleur general).

Jeśli otworzymy jakikolwiek kalendarz z czasów przedrewolucjnych, dostrzeżemy, że każda prowincja ma swego ministra. Lecz ktokolwiek studiuje administrację według dokumentów, przekona się niebawem, że ministrowie mieli bardzo nieliczne powody do czynności. Zwykle kieruje sprawami kontroler generalny. Zabiera on stopniowo w swoje ręce wszystkie kwestie, mające styczność z pieniędzmi, to jest prawie całą administrację państwową.

A jak w Paryżu administracja centralna spoczywa w ręku jednego urzędnika, tak na prowincji ma ona po jednym urzędniku w każdej dzielnicy. W XVII wieku spotykają się jeszcze obywatele, mający nazwę gubernatorów prowincji. Są to dawni, często dziedziczni reprezentanci władzy królewskiej z okresu feudalnego. Okazują im jeszcze honory, lecz władzy już nie mają. Władza rzeczywista należy całkowicie do intendentów.

Intendent jest zwykle miernego pochodzenia, zawsze obcy prowincji, młody i zaczynający swoją karierę. Naznacza go rząd spośród młodszych członków rady królewskiej i w każdej chwili może go oddalić. Reprezentuje on radę królewską i w języku ówczesnym nazywa się komisarzem wydelegowanym (commissaire departi). W kręgu jego spoczywają wszystkie pełnomocnictwa, którymi rada jest obdarzona; w ykonuje je wszystkie w pierszej instancji. Na równi z tą radą jest i administratorem, i sędzią. Intendent komunikuje się ze wszystkimi ministrami i jest na prowincji jedynym przewodnikiem postanowień rządu.
Pod nim znajduja się w każdym okręgu urzędnik mianowany przez niego – subdelegat (subdelegue). Intendent bywa zwykle świeżo kreaowanym szlachcicem; subdelegat jest zawsze nieszlachcicem. Niemniej wszakże skupia on w sobie władzę pańśtwową powierzą mu w małym okręgu, jak intendent w całej prowincji (generalite). Podlega on intendentowi, tak jak intentent ministrowi.

Margrabia d’Argenson opowiada w swoim pamiętnikach, że raz Law powiedział mu:
«Nigdy bym nie uwierzył temu, co widziałem, będąc kontrolerem finansów. Wedzcie, iż Francją rządzi się przez osiemdzięsięciu intendentów. Nie macie ani parlamentów, ani stanów, ani gubernatorów: od trzysiestu zbieraczy podatków, umieszczonych na czele prowincji, zależy szczęście lub nieszczęście tych prowincji, ich dobrobyt lub nędza.»

Urzędników tych zaćmiewał blask dawnej arystokracji, otaczającej tron. Tworzyła ona dwór, miała dowództwo nad flotą i wojskiem, słowem miała wszystko to, co najwięcej wpada w oczy ówczesnym, a często i potomnym.

Propozycja stanowiska intendenta obraziłaby ostatniego ze szlachty. W jej oczach intendent był dorobkiewiczem, postawionym nad mieszczanami i włościanami, poza tym zaś człowiekiem bez znaczenia. A jednak intedentci naprawdę rządzili Francją.

Zacznijmy od prawa nakładania podatków, zawierającego w sobie niejako wszystkie inne prawa.

Wiadomo, iż część podatków odsprzedawana była przedsiębiorcom. O tej części decydowała rada królewska; ona postanwiała warunki kontraktu i sposób pobierania. Wszystkie inne podatki, na przykłąd osobowy (taille), pogłówny (capitation), dwudziesta część (les vingtiemes) postanawiały się bezpośrednio przez agentów włądzy centralnej lub pod ich ścisłą i pełną kontrolą.

Rada królewska ustanwiała corocznie wielkość podatku osobsitego, który rósł w ten sposób stopniowo i bez hałasu. Był to podatek bardzo dawny, a rozkład jego pobieranie powierzone było ajentom miejscowym mniej lub bardziej niezależnym od rządu, i posiadającym to prawo bądź dziedzcznie, bądź przez dział, bodź też przez kupno. Byli nimi: obywatel, pobroca (collecteur), skarbnik Francji (resorier de France) i „wybrani” (elus). Urzędy te istniały jeszcze w XVIII wieku, lecz osoby, które je posiadały, albo wcale nie miały styczności z podatkiem, albo bardzo niewiele. Intendent sam rozkładał go między parafie, kontrolował poborców, decydował o ulgach lub przedłużeniach.

Inne podatki, jak na przykład pogłówne, były nowego pochodzenia; rząd więc nie krępował się tu ułamkami dawnych sił poltiyccznych: kontroler generalny i intendent rzadzili niepodzielnie.

Od pieniędzy przejdźmy do ludzi.

Niekiedy spotykamysię ze zdzwieniem, z powodu tego, że Francuzi tak cierpliwie znosili w okresie rewolucyjnym i później olbrzymie pobory wojskowe. Byli oni do tego od dawna przyzwycajeni. Dawniej istniałą milicja, obowiązek bardziej uciążliwy, chociaż spadający na mniejszą liczbę osób. Niekiedy młodzież wiejska ciągnęła losy, aby wystawić wymaganą ilość milicjantów, pełniących służbę przez sześć lat.
Ponieważ milicja była instytucją świeżą, nie miała więc związku z żadną z włądz feudalnych, rada ustanwiała całkowity kontyngent i część jego przypadającą na każdą prowincję. Itendent rozkładał go na parafie; subdlegat był obecny przy losowaniu, decydował kto ma być zwolniony, kto pozstanie w służbie miejscowej, a tych, którzy mieli być wysłani, oddawał w ręcę włądzy wojskowej.

Rónież rzec można, że poza „pays d’etats”, wszystkie prace, nawet najbardziej miejscowe, zostawały pod kierunkiem ajentów władzy centralnej.
Istniały i tu dwane władze niezależne: obywatel, biura finansowe, główni dróżnicy; lecz prawie wszystkie przestały być czynne. Gościńce, a nawet boczne drogi, prowadziły sięi utrzymywały z podatków ogólnych. Rada kreśliła plan, intendent kierował pracą inżynierów, subdelegat zbierał włościan dla wykonania tych prac.

Utrzymanie porządku w prowincajch spoczywało także na władzy centralnej. Żołnierze, rozrzuceni niewielkimi oddziałami po całym terytorium Francji, zostawali pod władzą intendentów. Przy ich pomocy zażegnywał on wszelkie nieprzewidziane niezbpieczeństwa: aresztował włóczęgów, prześladował żebraków i tłumił powstania, niustannie powtarzające się wskutek wysokich ceł na zboże. Nigdy się nie zdarzało, aby, jak dawniej, rząd odwołał się w tych wypadkach do obywateli. Wyjątek stanowiły miasta, mające zwykle gwardię miejską, której żołnierzy i oficerów mianował intendent.

Kolegia sądowe zachowały prawo wydawania przepisów policyjnych i często z niego korzystały. Lecz przepisy te miały doniosłość tylko na ograniczonym terytorium. Rada królewska mogła je cofnąć i ustawicznie cofała, gdy przepisy wydawały niższe jurysdykcje. Natomiast codziennie wydawała sama przepisy ogólne, stosujące się do całego królestwa. Liczba tych „uchwał rady” (arrets du conseil) jest olbrzymia i nie przestaje wzrastać do samej Rewolucji. Nie ma żadnej gałęzi życia ekonomicznego lub politycznego, której by one nie dotknęły.

W ustroju feudalnym obywatel miał wielkie przywileje, lecz także i obowiązki. Powinien był troszczyć się o ubogich w swoich posiadłościach. Obowiązek ten wyraźnie jest wytknięty w kodeksie pruskim z roku 1795.

We Francji od dawna już nie było podobnych praw. Skoro obywatel utracił swoje dawne prawa, usunął się także od dawnych obowiazków. Żadna władza miejscowa nie wyręczała go w tym względzie; opieki nad ubogimi podjęła się włądza centralna.

Rada królewska asygnowała corocznie dla każdej prowincji pewien fundusz, z którego intedent rozdawał zapomogi. Do niego udawać się musiał rolnik w potrzebie. W latach nieurodzajnych rozdawano ludowi chleb i ryż. Rada wydawała postanowienia o założeniu warsztatów dobroczynnych, gdzie ubodzy włościanie mogli pracować za niewielkie wyngraodzenie. Łatwo zrozumiemy, że taka filantropia na odległość często bywała śleba lub kapryśna, a zawsze niedostateczna.

Rząd centralny nie zdawał się tym, że pomagał włościanom w potrzebie; podejmował się wskazania im drogi do wzbogacenia się, a nawet zmuszał do tego. W tym celu wydawał od czasu do czasu broszury o rolnictwie, zakładał towarzystwa rolnicze, naznaczał premie, zakładał szkółki drzewne i rozdawał ich wytwory włościanom. Zdaje się, żę bardziej celowe byłoby zmieniszjenie podatku, tak uciążliwego dla ludu, lecz o tym rząd nigdy nie myślał.

Niekiedy rada królewska pragnęła bądź co bądź uszczęśliwić osoby prywatne. Przepisy obowiązujące rzemieślników od posługwania się pewnymi sposobami produkcji lub wytwarzania pewnego rodzaju towrów są niezliczone. A ponieważ intendent nie wystarczyłby do skontrolowania wykonania tych przepisów, istnieli osobni urzędnicy: insepktorzy generalni przemysłu (inspecteurs generaux de l’industrie), którzy objeżdżali prowincje w tym celu. Istnieją postanowienia rady, zabraniające hodowli pewnych roślin na gruntach, które rada uważała za niewłaściwe dla nich; są inne nakazujące wyrywanie winorośli, posadzonej zdaniem rady na niewłaściwym gruncie. W takim to stopniu rząd z roli rządzącego, przeszedł na rolę opiekuna.

— Alexis de Tocqueville, Dawny ustrój i rewolucja, wyd. Hachette, seria Biblioteka Filozofów

Czytaj również