Wojna

Drukuj

Rome-9

Istnieje popularny mit, że gdyby państwa upadły, to wybuchłaby masowa wojna wszystkich ze wszystkimi. Bellum omnium in omnes. Ojcem tego mitu jest Thomas Hobbes, wielki filozof angielski doby XVII wieku, który wyłożył go w dwóch epokowych dziełach: De CiveLewiatan; dziełach, które po dziś są główną osią kontrowersji wokół teorii państwa. Na micie tym zbudowana jest teoria kontraktarianizmu (tzw. umowy społecznej).

Wszystko to są, rzecz jasna urojenia. Fakt, że ludzie pierwotni często ze sobą walczyli, nie determinuje podobnego zachowania ludzi cywilizowanych. Dodatkowo żartem wydaje się założenie, że ustanowienie monopolu egzekwowania siły z możliwością dowolnego wyzyskiwania poddanych, przyczynił się w pierwotnym społeczeństwie do ograniczenia agresji. W takim wypadku, właśnie równowaga behawioralna pomiędzy w miarę równymi stronami, została zastąpiona totalną przewagą jednej z agresywnych stron. Umowy społecznej, wynikłej z tych błędnych założeń, nawet nie wspominam, bo ona obraża rozsądek i naukę.

W stanie natury masowa wojna jest znacznie utrudniona, prawie niemożliwa. Wiąże się to z faktem, że w anarchii, każdy musi kupić sobie (albo ukraść) karabin sam; każdy musi też być indywidualnie zmotywowany do ataku; a ci którzy chcą zmuszać innych do wojny, muszą koszt tego zmuszania ponieść sami. A w porządku etatystycznym rząd może opodatkować społeczeństwo, zebrane pieniądze zaś wykorzystać na zakup broni, ustanowienie instytucji zmuszających podanych do walki oraz finansowanie propagandy nacjonalistycznej, aby zaoszczędzić na przymusie. Innymi słowy, wojna jest pochodną redystrybucji, która umożliwia uspołecznienie jej kosztów. (A nacjonalizm jest pochodną wojen, jakby ktoś jeszcze nie zauważył; służy jako nieskokosztowa motywacja żołnierzy do wykonywania rozkazów oraz motywacja poddanych do ponoszenia niedogodności: podatków i kontroli. Zjawisko nasiliło się zwłaszcza po wprowadzeniu przymusowego powszechnego poboru przez Rewolucję Francuską, a później w Prusach, które przechwyciły i twórczo rozwinęły ten model.)

Locke’a opis stanu natury jest bliższy prawdzie, choć jego optymizm antropologiczny zdaje się przesadzać w drugą stronę; zakładał on, że w anarchii ludzie na siebie nie napadali, bo chroniło ich „prawo naturalne”. W istocie na prawidłowy opis stanu natury trzeba było poczekać do roku 1740, czyli wydania przez Davida Hume najważniejszego dzieła filozofii politycznej, III księgi „Traktatu o naturze ludzkiej”.  Hobbes uważał, że skoro ludzie z natury są egoistyczni, to w stanie natury każdy będzie próbował zniewolić i okraść każdego innego. Z kolei Hume dostrzegł, że to, co motywuje ludzi w stanie natury do zaniechania walki, to właśnie egoizm. Ludzie są na tyle racjonalni, że wiedzą, iż walka jest kosztowna i ryzykowna. Tylko łatwy łup może skłonić człowieka do napaści. Im łup trudniejszy, tym mniejsza szansa ataku. Ten bodziec kształtując relacje ludzkie przez wieki stworzył warunki, w których ewolucyjnie rodziły się konwencje społeczne regulujące ochronę życia, własności i wolności oraz zwyczaje i instytucje je egzekwujące.

Ludzie dostrzegając korzyści z pokoju, szybko ustanowili regułę gwarantującą pokój: nie zabijaj i nie kradnij. Ich egzekwowanie wyewoluowało równie spontanicznie. Członek plemienia albo poszczególnej rodziny narażał całą grupę, zabijając członka innego plemienia – wojna spadała wtedy na wszystkich i zagrażała wszystkim. Naturalnym więc była motywacja wszystkich, aby zapobiec takim przypadkom, poprzez odstraszanie. Dlatego każdy kto naruszał równowagę był karany. Sama instytucja karania za delikty stała się konwencją społeczną – kto nie karał innych za złe zachowanie, ten sam był karany (co jest niezwykle istotne w przypadkach stronniczości rodzinnej), bo zagrażał porządkowi społecznemu.

Takim sposobem pod wpływem egoizmu homo sapiens sapiens, determinującego spontaniczną ewolucję reguł konwencjonalnych, narodziła się sprawiedliwość (przypomnijmy – karanie za łamanie reguł), wolność (egzekwowanie woli pod rygorem reguł – i rzeczywistości, bo tylko wykonalne działania mogą być wolne) i własność (suwerenna kontrola nad rzadkim przedmiotem). W tych warunkach dominował również pokój wewnątrz społeczności – w istocie konwencje te powstały, aby ograniczyć konflikty o zasoby i inne konflikty. Zdarzały się natomiast wojny plemienne, czego skutkiem jest powstanie państw – zinstytucjonalizowanej niewoli i wyzysku po podbiciu jednego etnosu przez inny. Dowodzi tego historia – we wszystkich państwach arystokrację stanowiły rodziny dziedziczące po najeźdźcach i ich pachołkach.

Jakie wnioski płyną z tego dla nas? Po pierwsze państwo nie jest potrzebne ani do tworzenia reguł, ani do ich egzekwowania. Po drugie państwa powstały dlatego, że ludzie nie byli w stanie się obronić przed najeźdźcami, więc żeby zapobiec temu scenariuszowi w przyszłości, każdy powinien myśleć o tym, jak się bronić przed napaścią indywidualną i najazdem masowym. Po trzecie wojna uzależniona jest od redystrybucji. Po czwarte współczesna filozofia polityczna jest siedliskiem żałosnego mitotwórstwa.

Czytaj również